poniedziałek, 23 grudnia 2013

This is my life, I wanna to live forever- Rozdział VIII

Kolejne dni w szkole były spokojne. Przeleciał wrzesień, potem październik, a na końcu listopad. Dowiedziałam się czegoś nowego o tej "nowej". Ma na imię Małgorzata. Niby pochodzi z Niemiec, ale jakoś w to nie wierzę. Jest w naszym wieku. Jest farbowaną blondynką, jeśli dobrze się przyjrzałam, to myślę, że jej nnaturalny kolor to rudy. "Kiedyś myślałam, że rude to wredne, ale to nieprawda. Moja mama była ruda". Są oczywiście wyjątki, ale zdarzają się rzadko. Ona właśnie wydawała mi się na tą wredną. Nie koleguję się z nią. Kiedyś się z nią przywitałam i nie było miło.
Wstałam rano padnięta. "Już jest 7:00?! Ja chcę spać!!!". Położyłam się jeszcze na 5 minut. Potem postanowiłam naprawdę wstać. Ubrałam się, uczesałam, zjadłam coś na szybko i wyszłam z domu. Przed blokiem sąsiadka już Diana. Wyglądała na zniecierpliwioną.
-Co tak długo?- zapytała.
-Trzeba przecież się wyspać!-opdowiedziałam.
-No dobra chodźmy już!-
Droga do szkoły jest długa i męcząca. Szczególnie o tej porze.
-Co robisz w Święta?-zapytałam.
-Jeszcze sama nie wiem. Jestem ciekawa czy w ogóle rodzice mnie do siebie zapraszą...
-To zostaniemy same. Ale to chyba nic. Co nie?
-Dobrze, że mam ciebie!
-Rozmawiałaś ostatnio z mamą?
-Niby tak, ale to nie wyglądało na rozmowę. Cały czas tylko praca i praca. Tata już się nie interesuje mamą. Ma na boku młodsza sekretarkę. I udają, że wszystko jest normalnie...
-No to nie niezaciekawie...
-Zmieńmy temat. Wiesz co będziesz robila w wakacje?
-A co mam robić?
-Przecież to nasz ostatni rok.
-Ostatni?! Już?! Przecież ostatnio był pierwszy.
-No tak, to były piękne dni.
-A co jeśli będą jakieś piękniejsze?
-No co ty. Nie bedzie!
-Zakład?
-Zakład!
I obie się roześmiałyśmy. Dziś droga wydawała się krótsza. Z uśmiechem weszłyśmy do szkoły. Jednak to szybko minęło. Wszyscy byli jacyś zgodni w stosunku do nas. "O co chodzi?". Zbliżyłam się do Diany. Ona powiedziała stanowczo "Chodźmy!" i pociągnęła mnie za sobą. Usiadłyśmy w kącie i tam się przebrałyśmy. Szybko przeszłyśmy pod klasę. Mieliśmy muzykę, a więc lekcja z wychowawcą. "Może się czegoś dowiem". Kiedy zadzwonił dzwonek nikt nie stal pod klasą. Po 2 minutach dołączyli do nas. Nadal nie było dwóch osób. "Zaraz,  zaraz. Kogo nie ma?". Przyszedł pytań, a za nim pani pedagog, obejmująca Małgorzatę. Koło nich stał Mateusz.
-Wejdźmy do klasy proszę-powiedział wychowawca i otworzył drzwi.
Wszyscy wchodzili do klasy i szeptali coś do siebie. "To było dziwne, zawsze kolegowałam się z wszystkimi, byłam dla nich miła, a tu co?"
-A więc tak, wszyscy wiecie co przydarzyło się dzisiaj rano-powiedziała pani pedagog.
-My nic nie wiemy.-powiedziałam to równo z Dianą.
Nagle w klasie było słuchać krzyki:
ONE OSZUKUJĄ, CO ZA ŚWINIE Z NICH, TAKICH LUDZI TRZEBA ZABIĆ, NA STOS Z NIMI!!!!
-Nawet nie wiemy i co chodzi! Domyślamy się tylko, że to o Małgosię, nic więcej!
-Małgosia została dziś pobita. Jeśli się nie przyznacie, pójdziemy na policję.
-Ale to nie my!
-Na razie zostawmy tą sprawę. Obcujemy, że to wyjaśnimy.
"No ładnie".
-Wiem już teraz co będziemy robić w Święta-odezwałam się podczas powrotu.
-Co?
-Składać zeznania.
-Daj już z tym spokój! Mam jej dość!
Nagle ktoś zadzwonił do mnie. Odebrałam.
-Hej- usłyszałam głos w słuchawce.
______________________________
Jutro postaram się wstawić świąteczny rozdział!
Czekajcie na niego! Podoba się Wam rozdział?
-Jen

2 komentarze: