poniedziałek, 9 grudnia 2013

I Believe, I Can Fly. Rozdział 7.

*Perspektywa Patrycji*
Słyszałam krzyki za sobą ale mnie to nie interesowało. Dziewczyny trzymały mnie za ręce. Szłyśmy przez park. Nie wracałam do domu bo wiedziałam, że on pójdzie za chłopakami do mas (naszego domu). Poszłyśmy do mojej nowej szkoły tańca. Chciałam zobaczyć jak wygląda i dokładnie gdzie jest. Dziewczyny obiecały, że będą zemną przychodziły na zajęcia, a przynajmniej na początek aby poznać parę osób. Stałyśmy tak przed "szkołą i nagle leżę na kostce. Zaczęłam się śmiać jak głupi do sera. Na mnie leżały dwie dziewczyny. Też się rechotały. W końcu cała piątka się śmiała.
-Jestem Aleksandra, Ola. -Powiedziała niebiesko oka dziewczyna.
-A ja Nina. -Wyszczerzyła swoje ząbki.
-Patrycja, a to Asia i Maryna. -Pokazałam na dwie obok.
Dziewczyny podniosły deski z ziemi i zaczęły się nagle śmiać. Nie wiem z czego.
-Dobrze, że nie wjechałyśmy na jakiegoś chłopaka bo bym się spaliła. -No tak dziewczyny tylko o chłopakach.
-Mogę? -Pokazałam na deskę (do jeżdżenia). I wszystkie ruszyłyśmy w stronę parku. 
Razem z Niną robiłyśmy triki, a raczej próbowałyśmy. Gdy nam coś nie wyszło dziewczyny nabijały się z nas. W końcu nogi tak mnie bolały, że oddałam deskę Oli. Wymieniłyśmy się numerami z dziewczynami. nagle za sobą usłyszałam jak ktoś krzyczy moje imię. To był głos Oskara ruszyłam od razu w tamtą stronę.
-Patrycja! Pati! Malina! -Głos chłopaka był już zachrypnięty pewnie już długo się tak darł.
-Tu jestem! -Krzyknęłam na cały głos, aż dziewczyny zatkały uszy. Nie wiedziałam, że umiem się tak drzeć przetestuję to później.
Zobaczyłam cień chłopaka i nie wiem czemu rzuciłam mu się na szyję. To chyba było odruchowo w końcu dużo razem przeżyliśmy. Żelek ścisnął mnie tak czułam, że kości mi się łamią. Przyłożył mi usta do ucha i powiedział słodkie słowa: "Tak się martwiłem o ciebie myślałem, że ci się coś stało." Wszeptał mi te słowa ten "twardziel". Wiedziałam jednak, że taki nie jest. Odwróciłam się  do dziewczyn, a one co! Jedne robiły dzióbek, a drugim oczy się świeciły jak lasery. Chciałam jeszcze spojrzeć w jego oczy ale się odwrócił. Ja wskoczyłam na niego (na barana). Oskar podniósł głowę do góry, spojrzał w moje oczy i się chyro uśmiechnął. Uciekł ze mną albo porwał mnie do domu (kto jak woli).


_________________________________
/Paro
Nowe "niusy". :-) sory ale w tygodniu się nie wyrabiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz