piątek, 13 grudnia 2013

I Believe, I Can Fly. Rozdział 9.

*Perspektywa Patrycji*
Obudziłam się. Siedziałam na krześle. Chciałam wstać ale byłam przywiązana. Kark mnie bolał od tej pozycji. Zaczęłam się oglądać. Byłam w jakiejś piwnicy. Byłam nawet duża. Szukałam drzwi. Na schodach siedział jakiś chłopak. Przyglądał mi się. Gdy spojrzałam mu w oczy on krzyknął do kogoś za drzwiami, żeby zawołali jakiegoś Kevina. Wszedł jakiś mężczyzna ok. 18 lat. Przypuszczam, że to ten wielki Kevin. Wczoraj jednak go w samochodzie gdy mnie "porwano". Odwrócił się od chłopaka i spojrzał na mnie.
-Mógł byś przećwiczyć porywanie bo niezbyt ci to wychodzi. -Zaczęłam się trochę z niego nabijać.
Podszedł do mnie i nachylił się.
-Kotku uważaj sobie nie jestem nim. Nie dam sobą pomiatać.
-Stary dobrze się czujesz? Jaki On!
-Nie rób sobie jaj nie mam czasu. Gdzie twój kolega?
-Nic ci nie powiem bo nic nie wiem!- Wystawiłam chłopakowi język. No dobra tutaj przesadziłam.
-JAK CIE SZCZELE TO CI SIĘ PRZYPOMNI! -Już podnosił rękę aby mnie uderzyć, a ja już odwróciłam twarz.
-Braciszku jeszcze się przyda, a nawet coś przypomni. -Uśmiechnął się do niego i usiadł na łóżku obok mnie.
-Racja. -Wyprostował się  i wyszedł.
Brat niejakiego "Kevina". Leżał i przyglądał mi się. Odwróciłam wzrok i zrobiłam nie jakie "yhh".
Ręce mi zdrętwiały więc zaczęłam poruszać palcami. A on co?! Siedział i się śmiał ze mnie. Heloł! Ja tu jestem! Zamknęłam oczy. Usłyszałam jak wstaje. Poczułam, że mogę poruszać rękoma.  Otworzyłam oczy i...
Odsunął się ode mnie na bezpieczną odległość.
-Dziękuję. -Powiedziałam pod nosem, ale usłyszał.
-No kurw*a. Nie po to ją związałem. Czy tylko ja tu myślę.
-Wracając do rozmowy. Nie kumam o co kaman o Oskara? Bo nie nadążam?
-Jaki Oskar?! Jesteś Kami. Kumpela Nialla Horana.
-Yyy. Patrycja. Znam tylko jego z widoku i z 2 słów zamienionych z nim.
-Mam jedno pytanie?! Czy wy nawet porwać jednej osoby nie umiecie. -Odwrócił się do drzwi i patrzył na chłopaków, którzy stali na schodach.
-A nie mówiłam.
-Przepraszam cię nie wiedziałem, że mój brat ma takich idiotów i paczce. Posłał bym swoich ludzi. -Odparł kasztano włosy. -Odwiozę cie do domu. Bo może jeszcze pomylą ulice.
Zaczęłam się śmiać razem z chłopakiem, a oni mieli miny nie z tego świata. Chłopak pozbierał moje rzeczy i pomógł mi wstać bo miałam całe nogi w siniakach przez ich wciąganie do samochodu i jazdę. Brunet pomógł mi dojść do samochodu "umieścił" mnie na miejscu pasażera w chyba swoim samochodzie.
Sam okrążył samochód i do niego wsiadł. Jechaliśmy jakąś minutę w ciszy w końcu nie wytrzymał.
-Jestem Hubert Salvatore, a pani?
-Ms Patrycja Gilbert.
-To dla mnie zaszczyt.
*Parę minut później.*
Dobrze się nam gadało. Dałam swój numer "porywaczowi". W pewnym sensie powinnam się jego bać. W końcu chciał porwać jakąś dziewczynę. Pożegnałam się z nim i weszłam do domu. Wszyscy mieli w oczach łzy. Po chwili rzucili mi się na szyję. Bez pytań się nie obyło. Powiedziałam, że jestem zbyt zmęczona. Pobiegłam do pokoju szybko umyłam się, przebrałam i poszłam spać. Ten dzień nie był pokręcony on był jak z filmu głupi i głupszy. Nie ważne. Po prostu usnęłam.
_________________________________________________________
/Paro

3 komentarze:

  1. Pam, pam, pam!
    Wiedz iż przeczytałam, czekam na dalszą część... Albo podejrzę :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochammmm <3 Kiedy kolejny?

    OdpowiedzUsuń