Przez te świąteczne dni zastanawiałam się kim ja naprawdę jestem. Zdałam sobie sprawę, że nie znam siebie.
Po Świętach przyjechała Diana. Była smutna i zdenerwowana.
-Co Ci jest?
-To przez rodziców. Przez pieniądze woda sodowa uderza im do głowy. Postanowili, że ożenię się z synem prezesa jakiejś dużej firmy. Już wszystko planują, ślub ma się odbyć za rok, po Świętach.-zaczęła płakać.
Przytuliłam ja i próbowałam pocieszyć : -Wszystko będzie dobrze...
-Najgorsze jest to - mówiła przez płacz - że nie mogę się z Tobą kolegować, nie mogę tańczyć, nic, NIC, ROZUMIESZ!?!?!?!
Patrzyłam się na nią z żalem.
-Oj nie przejmuj się nimi.
-Jak mam się nie przejmować? Zaraz po skończeniu szkoły odbędzie się przyjęcie zaręczynowe, a potem ślub. Ja tego nie zniosę! NIENAWIDZĘ ICH!!!!!! NIENAWIDZĘ!!!!!
Po jakimś czasie usnęła. Ja poszłam się pakować na wyjazd. Długo zastanawiałam się co wziąć. "Może to, a może to?". W końcu zdecydowałam się na kilka bluzek, 3 pary spodni i inne dodatki. Posprzątam trochę w pokoju, z kuchni pamiętałam pozostałości po Świętach. Na końcu rozebrałam choinkę i zaniosłam na strych. "Nie będzie mi już potrzebna. Przywołuje tyle wspomnień".
Po sprzątaniu musiałam obudzić Dianę.
-Hej, wstawaj, już późno.
-Która godzina?-mówiła zaspanym głosem moja przyjaciółka.
-Już 12.
-Ok. Już wstaje.
Czekałam na nią 15 minut.
-No dobra idziemy!
Droga do Diany wydawała się długa, ale to pewnie przez to podekscytowanie, że już dziś będziemy w Anglii, w Londynie.
Wreszcie doszłyśmy. Diana mieszka w domku z luksusami na obierzach miasta. Wolałaby mieszkać w małym mieszkanku w bloku, ale jej rodzice na to nie pozwalają. Poszłyśmy na górę. Dianie szybciej poszło pakowanie się. Wreszcie wyszliśmy na dwór. Droga na lotnisko nie zajęła dużo czasu. Weszłyśmy do środka było jeszcze trochę czasu. W końcu wypuścili nas do samolotu. Lot był przyjemny. Czas spędziłyśmy na słuchaniu muzyki.
Po wylądowaniu wyszłyśmy z samolotu. Na lotnisku było dużo osób. Wreszcie zobaczyłyśmy Danielle.
-Hej! Gotowe?-zapytała Dan.
-Oczywiście!- odpowiedziałyśmy.
-No to chodźmy!-zawołała Dan.
Pojechałyśmy do hotelu. Tam miałyśmy spędzić najbliższe dni.
-Jutro próba o 10. Ktoś jutro po Was przyjdzie -Dan.
-OK.
Po wyjściu Dan trochę pogadałyśmy.
-No to co udało Nam się! -powiedziała Diana.
-No udało!- odpowiedziałam.
_______________________________
Podoba się? Myślę, że tak :)
/Jen
Podoba, podoba! Dawaj dalej ♥
OdpowiedzUsuńSupcio zapraszam do mnie niallhappystory.blogspot.com
OdpowiedzUsuń