wtorek, 3 grudnia 2013

I Believe, I Can Fly. Rozdział 4

...i jakiś idiota na mnie wpadł. Słyszałam w oddali krzyki Kondzia (Konrada) i Romea. Czwórka jakiś chłopaków się śmiało pewnie jego "kumple". Ten ich idiotyczny śmiech doprowadzał mnie do szału a on sobie jak nigdy nic leżał rozwalony. W końcu zobaczyłam co to za zbok i zobaczyłam blond kosmyk włosów i niebieściutkie oczy. Miał kaptur na głowie i zauważyłam, że oni też (jego przyjaciele). W pewnym momencie poczułam ulgę Oskar podniósł chłopaka i odepchnął jak najdalej mógł (popchnął). On się wyrąbał na podłodze. Czwórka go podniosła, a mnie Karol z Oskim. W końcu zaczęła się pyskówka 5 chłopaków w kapturkach vs. ja, Asia, Maryna, Oskar i Konrad (dziewczyny przybiegły tuż za chłopakami, a z nimi moja mama). Mama stała z boku i się śmiała nie wiem z czego, ale spoko. Stałam wkurzona a reszta się wyzywała wtedy zobaczyłam, że blondasa też to nie kręci. W końcu razem z nim i mamą staliśmy i słuchaliśmy kiedy skończą im się posty. Staliśmy mniej więcej tak:
-Jestem Niall, a ty?? - w tym momencie poczułam jakby piorun mnie trzasnął, już wiem skąd ich znam, JEGO! Boże jestem directioners, crazy mofo i go nie poznałam!!!
-Patrycja.
Nagle zapadła cisza, gdy wszyscy usłyszeli jego imię. Mama miała minę tak jakby ktoś ją szczelił w twarz. Przeprosiliśmy chłopaków, następnie poszliśmy do taksówki. Zasnęłam w trakcie jazdy. Obudziłam się na rękach Oskara, który wynosił mnie z samochodu. I zobaczyłam piękny dom:

Dom był naprawdę wielki dobrze mówiła mama. Obok nas były inne domy podobne tylko bez basenu, ogrodu lub były większe, mniejsze. 

_________________________________
/Paro

1 komentarz: