niedziela, 12 stycznia 2014

This is my life, I wanna to live forever- Rozdział XII

Mocno przytuliłam się z przyjaciółką. Postanowiłyśmy, że w tym roku pójdziemy ma całość, że spełnimy swoje marzenia. "Wątpię, że się uda, ale zawsze można spróbować..." Poszłam zamknąć drzwi, które powoli mnie wkurzały. Trzasnęłam mocno. Nagle usłyszałam głośne "AŁA!!!". Bałam się zobaczyć kogo iderzyłam.
-Idzesz czy nie!? - usłyszałam głos Diany.
-Już idę! - odwróciłam się i poszłam.
Moje sumienie nie dało mi spokoju i po paru krokach wróciłam do drzwi. Otworzyłam i rozejrzałam się. "Nikogo tu nie ma, zdawało mi się". Dołączyłam do moich przyjaciół oglądających fajerwerki. To było naprawdę dobre widowisko. Fajerwerki mieniły się w kilkunastu kolorach. Moją uwagę przykuły "fontanny". Pokaz fajerwerków potrwał 20 minut, po czym wszyscy wrócili na salę. Zabawa miała trwać jeszcze do "białego rana". Postanowiłam, że jeszcze trochę zostanę. Nie wiem jak z Dianą, która potem się "ulotniła". "No cóż pewnie poszła gdzieś z Marko". Było tam dużo ludzi, ale i tak mniej niż wcześniej. Na początku leciały szybkie piosenki, potem kilka wolnych i znowu szybkie. Nudziło mi się tam, bo nie miałam się z kim bawić, a przy wolnych to już w ogóle porażka. "Pamiętam, że w całym moim życiu miałam tylko dwóch chłopaków. Ale oni nie byli na serio. Pierwszego miałam, w przedszkolu w Anglii. Miałam wtedy chyba ze 3 lub 4 latka. Miał na imię Nicolas. Mieszkał w Londynie. Później długo nic. Kiedy przeprowadziłam się z Anglii, było mi trudno się odnaleźć. Drugi to Mateusz. Jest okropny i inne takie. Poznałam go na początku obecnej szkoły. Chodziliśmy przez prawie całą drugą klasę, a potem zaczął być nachalny, a teraz znalazł swoją nową ukochaną i się odczepił. Chociaż nie tak bardzo, bo teraz namawia całą szkołę na "nielubienie mnie". No cóż wychodzi na to, że to były tylko wygłupy".
Postanowiłam już pójść. Droga z hali do hotelu była krótka i BARDZO nudna. Przez chwilę chciałabym, żeby ktoś na mnie wpadł albo popchnął. Miałabym nową znajomość. Kiedy wreszcie dotarłam do hotelu, chciałam tylko spać. Otworzyłam pokój i od razu się na nie rzuciłam. Po 10 minutach przypomniałam sobie, że jeszcze jutro musimy spotkać się ze wszystkimi, a potem mamy samolot, więc wypadało się umyć. Wzięłam więc krótki prysznic i ubrałam się w koszulę. Diany jeszcze nie było. Poszłam spać.
.
Obudziłam się. Była 12:13 więc musiałam się pościeszyć, żeby zdąrzyć na 13:00. Przygotowałam się i wybiegłam z domu. Na hali byli wszyscy, którzy przez te kilka dni pracowali, żeby wszystko się udało. Trochę gadaliśmy i dużo się śmieliśmy. "Szkoda, że to już ostatni dzieńw Londynie". Po 2 godzinach, musiałam się zbierać. Od godziny widziałam Dianę, więc teraz ją znaleźć nie było takie trudne. Podeszłam do niej i razem wyszłyśmy. W hotelu zaczęłyśmy się pakować. Szybko nam poszło. O 15:43 przyszła Danielle. Miała nas odprowadzić.
-Hej!- Dan zaczęła.
-Hej!- odpowiedziałyśmy równo.
-Myślę, że Wam się podobało, ale - jej głos trochę przygasł - ale mam dla Was złą wiedomość...
Spojrzałam się na Dianę porozumiewawczym spojrzeniem...
________________________________________
Przepraszam, że musieliście tyle czekać... /Jen

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz