Mocno przytuliłam się z przyjaciółką. Postanowiłyśmy, że w tym roku pójdziemy ma całość, że spełnimy swoje marzenia. "Wątpię, że się uda, ale zawsze można spróbować..." Poszłam zamknąć drzwi, które powoli mnie wkurzały. Trzasnęłam mocno. Nagle usłyszałam głośne "AŁA!!!". Bałam się zobaczyć kogo iderzyłam.
-Idzesz czy nie!? - usłyszałam głos Diany.
-Już idę! - odwróciłam się i poszłam.
Moje sumienie nie dało mi spokoju i po paru krokach wróciłam do drzwi. Otworzyłam i rozejrzałam się. "Nikogo tu nie ma, zdawało mi się". Dołączyłam do moich przyjaciół oglądających fajerwerki. To było naprawdę dobre widowisko. Fajerwerki mieniły się w kilkunastu kolorach. Moją uwagę przykuły "fontanny". Pokaz fajerwerków potrwał 20 minut, po czym wszyscy wrócili na salę. Zabawa miała trwać jeszcze do "białego rana". Postanowiłam, że jeszcze trochę zostanę. Nie wiem jak z Dianą, która potem się "ulotniła". "No cóż pewnie poszła gdzieś z Marko". Było tam dużo ludzi, ale i tak mniej niż wcześniej. Na początku leciały szybkie piosenki, potem kilka wolnych i znowu szybkie. Nudziło mi się tam, bo nie miałam się z kim bawić, a przy wolnych to już w ogóle porażka. "Pamiętam, że w całym moim życiu miałam tylko dwóch chłopaków. Ale oni nie byli na serio. Pierwszego miałam, w przedszkolu w Anglii. Miałam wtedy chyba ze 3 lub 4 latka. Miał na imię Nicolas. Mieszkał w Londynie. Później długo nic. Kiedy przeprowadziłam się z Anglii, było mi trudno się odnaleźć. Drugi to Mateusz. Jest okropny i inne takie. Poznałam go na początku obecnej szkoły. Chodziliśmy przez prawie całą drugą klasę, a potem zaczął być nachalny, a teraz znalazł swoją nową ukochaną i się odczepił. Chociaż nie tak bardzo, bo teraz namawia całą szkołę na "nielubienie mnie". No cóż wychodzi na to, że to były tylko wygłupy".
Postanowiłam już pójść. Droga z hali do hotelu była krótka i BARDZO nudna. Przez chwilę chciałabym, żeby ktoś na mnie wpadł albo popchnął. Miałabym nową znajomość. Kiedy wreszcie dotarłam do hotelu, chciałam tylko spać. Otworzyłam pokój i od razu się na nie rzuciłam. Po 10 minutach przypomniałam sobie, że jeszcze jutro musimy spotkać się ze wszystkimi, a potem mamy samolot, więc wypadało się umyć. Wzięłam więc krótki prysznic i ubrałam się w koszulę. Diany jeszcze nie było. Poszłam spać.
.
Obudziłam się. Była 12:13 więc musiałam się pościeszyć, żeby zdąrzyć na 13:00. Przygotowałam się i wybiegłam z domu. Na hali byli wszyscy, którzy przez te kilka dni pracowali, żeby wszystko się udało. Trochę gadaliśmy i dużo się śmieliśmy. "Szkoda, że to już ostatni dzieńw Londynie". Po 2 godzinach, musiałam się zbierać. Od godziny widziałam Dianę, więc teraz ją znaleźć nie było takie trudne. Podeszłam do niej i razem wyszłyśmy. W hotelu zaczęłyśmy się pakować. Szybko nam poszło. O 15:43 przyszła Danielle. Miała nas odprowadzić.
-Hej!- Dan zaczęła.
-Hej!- odpowiedziałyśmy równo.
-Myślę, że Wam się podobało, ale - jej głos trochę przygasł - ale mam dla Was złą wiedomość...
Spojrzałam się na Dianę porozumiewawczym spojrzeniem...
________________________________________
Przepraszam, że musieliście tyle czekać... /Jen
niedziela, 12 stycznia 2014
sobota, 11 stycznia 2014
This is my life, I wanna to live forever- Rozdział XI
Obudziłyśmy się wcześnie. Zjadłyśmy śniadanie i przygotowaliśmy się na próby. Wreszcie przyszedł jakiś chłopak.
-Hej! Miałem po Was przyjść. Możemy już iść? -zapytał "tajemniczy".
-Oczywiście! - odpowiedziałyśmy.
Wzięłyśmy potrzebne rzeczy i ruszyłyśmy za nim.
-Nazywam się Marko. A Wy?
-Diana.
-Laura.
-Polskie imię?- powiedział Marko.
-No tak. Jesteśmy z Polski. -odpowiedziałam bez zastanowienia.
-To fajnie! Uczyłem się trochę polskiego. Będę miał się z kim sprawdzić! - uśmiechnął się.
- Jakoś Ci nie wierzę... - powiedziała Diana, dziwnym tonem, jakby miała być oszukana.
Marko uśmiechnął się tylko. Przez cała drogę rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Marko okazał się być bardzo miłym i uprzejmym człowiekiem. Razem w trójkę bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Wreszcie doszliśmy do hali.
-To tutaj będziemy mieli próby. -oznajmił Marko.
W środki było przyjemnie. Razem z nami miało być 20 tancerzy i jeszcze kilka osób do pomocy. Od razu przywitała nas Danielle.
- Hej!
-Hej! -odpowiedzieliśmy równo.
- Czeka Was kilka pracowitych dni.
Poszłyśmy do garderoby, a tam dano nam jakieś luźne ubrania. Ktoś zaczął pukać do drzwi.
-Proszę. - krzyknęłam.
-Nie tak ostro droga! -to był Marko
-Sory, ona zwykle taka jest. - miała Diana wychodząc z łazienki, jeszcze poprawiając kok.
-Jak tak, to spoko. Pójdziecie ze mą na lody?- zapytał.
-Oczywiście! -powiedziała Diana.
Próby były cudowne. Dużo ćwiczyliśmy, ale wreszcie przyszedł upragniony koniec. Razem z Dianą poszłam do garderoby. Tam zmyłyśmy makijaż i przebrałyśmy w swoje ciuchy. Kiedy wyszłyśmy po drzwiami zauważyłyśmy Marko.
-Idziemy już czy mam jeszcze czekać?- odezwał się, zaczęłyśmy się śmiać.
-Jeszcze chwilę poczekasz. usłyszeliśmy głos za nami, to była Dan. -Podoba Wam się tu?
-Oczywiście!- powiedziałyśmy razem.
-Zawsze o tym marzyłyśmy! -dodałam.
-To super! - uśmiechnęła się. - Widzę, że macie nowego przyjaciela... -dodała.
-No tak. Marko pomaga nam się odnaleźć. -powiedziała Diana.
-No dobra, nie przeszkadzam wam. Do jutra- uśmiechnęła się Dan, a my skierowaliśmy do wyjścia.
Wyszliśmy. Przeszliśmy przez kilka ulic i dotarłyśmy do butki na lody. Marko zamówił nam lody z podwójną gałką. Wszystkim lody bardzo smakowały. Rozmawialiśmy całą resztę dnia o sobie. Dowiedziałyśmy się sporo rzeczy o Marko. Z tym polskim to nie żartował. Jego babcia miała polskie korzenie. Od lat mieszka w Anglii, ale urodził się we Francji, tam spędził rok, a do 10 roku życia mieszkał w Irlandii. Tak, więc uważa się za Francuza i Irlandczyka, a do Anglii "przyprowadziła" go praca rodziców. Przez te kilka dni bardzo się zbliżyłam z Marko, ale tylko jako przyjaciele. "To mój przyjaciel, nikt więcej! Nic więcej nas nie łączy! Ale wiać, że Diana przypadła mu do gustu i nawzajem. Byliby piękną parą!".
Każdy dzień przebiegał tak samo. Pobudka, śniadanie, droga z Marko, próba, spacer, spanie.
-Hej! Miałem po Was przyjść. Możemy już iść? -zapytał "tajemniczy".
-Oczywiście! - odpowiedziałyśmy.
Wzięłyśmy potrzebne rzeczy i ruszyłyśmy za nim.
-Nazywam się Marko. A Wy?
-Diana.
-Laura.
-Polskie imię?- powiedział Marko.
-No tak. Jesteśmy z Polski. -odpowiedziałam bez zastanowienia.
-To fajnie! Uczyłem się trochę polskiego. Będę miał się z kim sprawdzić! - uśmiechnął się.
- Jakoś Ci nie wierzę... - powiedziała Diana, dziwnym tonem, jakby miała być oszukana.
Marko uśmiechnął się tylko. Przez cała drogę rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Marko okazał się być bardzo miłym i uprzejmym człowiekiem. Razem w trójkę bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Wreszcie doszliśmy do hali.
-To tutaj będziemy mieli próby. -oznajmił Marko.
W środki było przyjemnie. Razem z nami miało być 20 tancerzy i jeszcze kilka osób do pomocy. Od razu przywitała nas Danielle.
- Hej!
-Hej! -odpowiedzieliśmy równo.
- Czeka Was kilka pracowitych dni.
Poszłyśmy do garderoby, a tam dano nam jakieś luźne ubrania. Ktoś zaczął pukać do drzwi.
-Proszę. - krzyknęłam.
-Nie tak ostro droga! -to był Marko
-Sory, ona zwykle taka jest. - miała Diana wychodząc z łazienki, jeszcze poprawiając kok.
-Jak tak, to spoko. Pójdziecie ze mą na lody?- zapytał.
-Oczywiście! -powiedziała Diana.
Próby były cudowne. Dużo ćwiczyliśmy, ale wreszcie przyszedł upragniony koniec. Razem z Dianą poszłam do garderoby. Tam zmyłyśmy makijaż i przebrałyśmy w swoje ciuchy. Kiedy wyszłyśmy po drzwiami zauważyłyśmy Marko.
-Idziemy już czy mam jeszcze czekać?- odezwał się, zaczęłyśmy się śmiać.
-Jeszcze chwilę poczekasz. usłyszeliśmy głos za nami, to była Dan. -Podoba Wam się tu?
-Oczywiście!- powiedziałyśmy razem.
-Zawsze o tym marzyłyśmy! -dodałam.
-To super! - uśmiechnęła się. - Widzę, że macie nowego przyjaciela... -dodała.
-No tak. Marko pomaga nam się odnaleźć. -powiedziała Diana.
-No dobra, nie przeszkadzam wam. Do jutra- uśmiechnęła się Dan, a my skierowaliśmy do wyjścia.
Wyszliśmy. Przeszliśmy przez kilka ulic i dotarłyśmy do butki na lody. Marko zamówił nam lody z podwójną gałką. Wszystkim lody bardzo smakowały. Rozmawialiśmy całą resztę dnia o sobie. Dowiedziałyśmy się sporo rzeczy o Marko. Z tym polskim to nie żartował. Jego babcia miała polskie korzenie. Od lat mieszka w Anglii, ale urodził się we Francji, tam spędził rok, a do 10 roku życia mieszkał w Irlandii. Tak, więc uważa się za Francuza i Irlandczyka, a do Anglii "przyprowadziła" go praca rodziców. Przez te kilka dni bardzo się zbliżyłam z Marko, ale tylko jako przyjaciele. "To mój przyjaciel, nikt więcej! Nic więcej nas nie łączy! Ale wiać, że Diana przypadła mu do gustu i nawzajem. Byliby piękną parą!".
Każdy dzień przebiegał tak samo. Pobudka, śniadanie, droga z Marko, próba, spacer, spanie.
*31.12.2012*
Dziś Sylwester. Generalna próba jest o 12. "Trochę stresu jest, ale co z tego?". Na generalnej próbie wszystko poszło zgodnie z planem. Na szczęście. Przed występem poszłyśmy do wspólnej garderoby i przebrałyśmy się, po chwili przyszły makijażystki i zrobiły nam makijaże. Ktoś zapukał do drzwi to była Dan i Marko.
-Życzę powodzenia! To wasz debiut!- powiedziała Dan i przytuliła nas obie. Po chwili wyszła.
Marko spojrzał się na mnie,a potem na Dianę i uśmiechnął się szeroko.
-Diano, czy chcesz zatańczyć jako moja dziewczyna? - zapytał.
-Ja? Co? -jąkała się.
-Tak ona chce!- odezwałam się i poczułam spojrzenie Diany, które wyraźnie mi dziękowało.
Postanowiłam już wyjść z garderoby. Trochę mi się już nudziło. Diana i Marko jeszcze trochę zostali. O godzinie 20 ktoś wszedł na scenę i zaczął witać gości. Cały bal/impreza odbywał się w klubie w Londynie. Wśród zaproszonych gości nie zabrakło również sławnych osób. To właśnie tutaj najczęściej spędzali Sylwestra. W końcu nadeszła kolej na występy z tańcami. Nie każdy tańczył do każdej piosenki. Właśnie nadszedł ten moment kiedy to ja nie musiałam. Zeszłam ze sceny i rozejrzałam się po gościach. Zauważyłam wśród nich chłopaka Danielle - Liam'a, tak tego Liam'a, którego byłam fanką oraz Louis'a - tak tego Louis'a, który jest z nim w zespole. Po tej piosence znowu miałam tańczyć. Nim się zorientowałam, minęło grubo ponad 3 godziny. "Czas na ostatni taniec". To był szybki kawałek. Po tym kawałku zostało 5 minut do Nowego Roku, do nowej szansy, do nowego życia!"
5...........4............ 3............... 2...................
*perspektywa Danielle*
"Ostatni taniec. Diana i Laura naprawdę się spisały na medal". Zeszłam ze sceny i poszłam do mojego chłopaka. On trzymał dla mnie kieliszek z szampanem. Razem z Liam'em przyszedł jego przyjaciel Lou. Trzy miesiące temu rozstał się ze swoją dziewczyną i od tego czasu jest cały czas smutny. "Szkoda mi go".
-Skąd znalazłaś tle tancerek i tancerzy?- zapytał Lou.
-Wszyscy pracują w firmie. Prawie... Oprócz tych dwóch dziewczyn- pokazałam na Dianę i Lauren.
-Masz z nimi kontakt?- coraz bardziej zaciekawiony Louis rzucił.
-No tak! A czemu pytasz?- zapytałam.
-Nie nic...- odpowiedział.
-No chyba się nie zakochałeś- zaśmiał się Liam, ale ja od razu szturchnęłam go i natychmiast się uspokoił.
Lou udał, że tego nie widział i nagle zniknął.
*perspektywa Lauren*
................................1!!!!!!!!!!!!!
-Szczęśliwego Nowego Roku! -we trójkę na raz zaczęliśmy się drzeć w naszej garderobie.
Marko pocałował Dianę. Potem podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek, w tej samej chwili zobaczyłam, że drzwi od garderoby są otwarte..........
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać...
Ale za to dłuższy rozdział ;)
Wiem, że Sylwester minął dawno, ale co z tego? :P
Następny rozdział za 3 komentarze :P
P.S. Zayn ma jeszcze 20 lat!
/Jen
I Believe, I Can Fly. Rozdział 13.
*Perspektywa Patrycji.*
Obudziłam się wcześnie rano. Raczej bo było ciemno za oknem. "Telefon" oto moja pierwsza rozsądna myśl. Napisałam sms'a do Harrego:
Obudziłam się wcześnie rano. Raczej bo było ciemno za oknem. "Telefon" oto moja pierwsza rozsądna myśl. Napisałam sms'a do Harrego:
"Heja to ja Patrycja. Nic mi nie jest. Nie
musicie się martwić. Muszę zniknąć. :-(
Nie mam wyboru. Przekaż mojemu
"domowi". Twój numer znalazłam w
telefonie chłopaków. Nie pisz do mnie."
Numer Harego był wpisany w telefonie, który leżał koło mojego. Okej?! W nosie z nim. Przebrałam się i ogarnęłam. Poszłam na dół. Kierunek Kuchnia. W niej stał Kevin. Gotował coś. Hubert siedział przy stole. Usiadłam koło niego. Uśmiechnął się do minę, a ja odwzajemniłam to. Czarno włosy postawił nam i sobie talerze z jedzeniem. Jedliśmy w ciszy. Czułam się skrępowana.Chłopaki koło 11 godz. wyszli z domu rzucając ciche "Cześć." . Poszłam do pokoju pobawiłam się laptopem, który leżał na biurko w "moim" pokoju. Poszłam coś przegryźć. Ugotowałam obiado-kolację. Niedługo potem przyszli Salvatore. Zjedli siedzieli do północy w salonie, a ja umyłam się na kompa i spać. I tak przez całe 13 dni. A więc dzisiaj 14 dzień. Jak zawsze siedziałam przed laptopem. Nagle do pokoju weszli chłopaki. Odłożyłam laptopa na biurku. Odwróciłam się do chłopaków. Hubert złapał mnie za ręce i mocno przytrzymał i wyszeptał:
-Przepraszam.
Kev przyłożył mi chusteczkę. Zaczęłam się trochę dusić. Szarpałam się ile wlazło w końcu nie miałam siły. I tu mi się urwał film.
*Perspektywa Harrego. W tym czasie.*
Całom noc nie spałem. Poszedłem na śniadanie.Widać, że Niall też nie spał. Miał podkrążone oczy. Zaspany i w ogóle. Trochę zjadłem i poszedłem do pokoju. Telefon za wibrował na łóżku. Przeczytałem wiadomość od Patrycji. Potem przeczytałem na głos (na całe gardło). Chłopaki zdziwieni co robię przyszli do mojego pokoju dałem im telefon, żeby przeczytali. Wszyscy złapali za telefony i zaczęli dzwonić po wszystkich czy jej czasem nie widzieli. Niall poszedł do jej "rodzinki" powiedzieć co się stało. Tak codziennie aż do blondyna zadzwoniła matka Patrycji. Chłopak delikatnie się uśmiechnął. Ale chwilę potem znów był poważny. Wszyscy wpatrywaliśmy się w niego.
_________________________________
/Paro
Proszę o kom. :-| Sory że krutki, sory, że tak długo.
Po prostu SORY!!!
Po prostu SORY!!!

piątek, 3 stycznia 2014
Info.
Sory za tego posta u dołu (This is my life, I wanna to live forever- Rozdział VII) nie wiemy czumu się przesunął jak by co szukajcie ostatniego posta u dołu :-).
Pozdrówka.
:-*
Jen&Paro
This is my life, I wanna to live forever- Rozdział VII
wtorek, 31 grudnia 2013
This is my life, I wanna to live forever- Rozdział VII
Rozpoczęcie roku było nawet dobre. "Znowu zacznie się nauka, tym razem będzie świadectwo z czerwonym piaskiem". Cieszyłam się, bo mogłam znowu zobaczyć Dianę. Doszła do nas nowa i wygląda na niecałkiem miłą. Nie mam zamiaru się z nią przyjaźnić. Dla mnie lepiej, bo Mateusz od razu sie w niej zakochał. "Może wreszcie przestanie mi dokuczać... Kto wie?...". W głębi duszy pragnęłam tego. Mam nadzieję, że ta nowa na coś mi się przyda. Wkońcu przecież muszę odwrócić uwagę Mateusza ode mnie. "Może wreszcie wszystko się ułoży imoje życie wreszcie nabierze kolorów.
Wyszłyśmy przed szkołę. Dużo ludzi, jest bardzo głośno. Wkońcu kiedy przekroczyłyśmy bramę szkoły zapytałam:
-To co idziemy na lody?-
-Głupie podanie. Trzeba uczcić początek roku szkolnego!-oznajmiła Diana.
Szłyśmy przez ruchliwe ulice. Każdy teraz wracał ze szkół. Doszliśmy do budki z lodami w około 20 minut. Mimo, że lody są 5 minut pod szkoły, zawsze tu przychodzimy. Tu są moje ulubione lody w całym mieście. "Pamiętam jak byłam młodsza zawsze przychodziłam tu z rodzicami." Nieopodal budki był duży park. Zawsze z Dianą tu przesiadywałyśmy. Miałyśmy tu taką naszą "tajną" kryjówkę. Nikt nie zwracał na nas uwagi, więc mogłyśmy chodzić gdzie chcemy. Naszym punktem do obserwowania innych było starę drzewo, chyba dąb, ale ja się przecież na tym nie znam. Droga na niego była dość łatwa. W wakacje można się ukryć, dlatego wakacje uważam za najlepsze, co może być w ciągu roku. "Nawet jak byłam mała chowałam się tam przed rodzicami". Siedziałyśmy i rozmyślałyśmy o naszej przyszłości.
-Jak myślisz co będziemy robić w następnym roku?- zapytałam.
-No nie wiem. Będziemy męczyły się w szkole.-odpowiedziała Diana.
-Albo podbijały świat...-zamyśliłam się.
Obie wybuchłyśmy śmiechem...
Wyszłyśmy przed szkołę. Dużo ludzi, jest bardzo głośno. Wkońcu kiedy przekroczyłyśmy bramę szkoły zapytałam:
-To co idziemy na lody?-
-Głupie podanie. Trzeba uczcić początek roku szkolnego!-oznajmiła Diana.
Szłyśmy przez ruchliwe ulice. Każdy teraz wracał ze szkół. Doszliśmy do budki z lodami w około 20 minut. Mimo, że lody są 5 minut pod szkoły, zawsze tu przychodzimy. Tu są moje ulubione lody w całym mieście. "Pamiętam jak byłam młodsza zawsze przychodziłam tu z rodzicami." Nieopodal budki był duży park. Zawsze z Dianą tu przesiadywałyśmy. Miałyśmy tu taką naszą "tajną" kryjówkę. Nikt nie zwracał na nas uwagi, więc mogłyśmy chodzić gdzie chcemy. Naszym punktem do obserwowania innych było starę drzewo, chyba dąb, ale ja się przecież na tym nie znam. Droga na niego była dość łatwa. W wakacje można się ukryć, dlatego wakacje uważam za najlepsze, co może być w ciągu roku. "Nawet jak byłam mała chowałam się tam przed rodzicami". Siedziałyśmy i rozmyślałyśmy o naszej przyszłości.
-Jak myślisz co będziemy robić w następnym roku?- zapytałam.
-No nie wiem. Będziemy męczyły się w szkole.-odpowiedziała Diana.
-Albo podbijały świat...-zamyśliłam się.
Obie wybuchłyśmy śmiechem...
__________________________________
Myślę, że się spodoba. Przepraszam, że krótki, ale mam lekki problem z netem...
Niedługo pojawi się kolejny! :*
-Jen
Informacje!
Heja jak widać pod Rozdziałami jest trochę mało komentarzy. Tobie jednak dziękujemy za każdy komentarz Julia Solecka. Na blogu jak zauważyliście są komę tarze anonimowe jak co to prosimy pisać nawet małe "next", to zajmuje mniej niż minute. Ta że dla was nie zakładałyśmy 'Hasełka', "Udowodnij, że nie jesteś automatem". Bo wiem jakie to wkurzające jak cały czas trzeba to pisać (Paro). Prosimy o komentarze i jak by można trochę udostępnić naszą stronkę.
Pozdrawiamy.
xx
Jen & Paro.
poniedziałek, 30 grudnia 2013
This is my life, I wanna to live forever- Rozdział X
... "Jak to mówią „Święta, Święta i po Świętach”. Nie lubię Świąt. Czuję się wtedy bardzo samotna. Pamiętam, że w domu z każdym rokiem Święta były traktowane gorzej. Wszyscy się kłócili. Najlepsze Święta przypadły na okres, kiedy miałam 3 lata. Nie pamiętam ich dobrze, ale wiem, że oprócz mnie były jakieś inne dzieci, chociaż nikt z rodziny nie ma dzieci... Dziwne".
Przez te świąteczne dni zastanawiałam się kim ja naprawdę jestem. Zdałam sobie sprawę, że nie znam siebie.
Po Świętach przyjechała Diana. Była smutna i zdenerwowana.
-Co Ci jest?
-To przez rodziców. Przez pieniądze woda sodowa uderza im do głowy. Postanowili, że ożenię się z synem prezesa jakiejś dużej firmy. Już wszystko planują, ślub ma się odbyć za rok, po Świętach.-zaczęła płakać.
Przytuliłam ja i próbowałam pocieszyć : -Wszystko będzie dobrze...
-Najgorsze jest to - mówiła przez płacz - że nie mogę się z Tobą kolegować, nie mogę tańczyć, nic, NIC, ROZUMIESZ!?!?!?!
Patrzyłam się na nią z żalem.
-Oj nie przejmuj się nimi.
-Jak mam się nie przejmować? Zaraz po skończeniu szkoły odbędzie się przyjęcie zaręczynowe, a potem ślub. Ja tego nie zniosę! NIENAWIDZĘ ICH!!!!!! NIENAWIDZĘ!!!!!
Po jakimś czasie usnęła. Ja poszłam się pakować na wyjazd. Długo zastanawiałam się co wziąć. "Może to, a może to?". W końcu zdecydowałam się na kilka bluzek, 3 pary spodni i inne dodatki. Posprzątam trochę w pokoju, z kuchni pamiętałam pozostałości po Świętach. Na końcu rozebrałam choinkę i zaniosłam na strych. "Nie będzie mi już potrzebna. Przywołuje tyle wspomnień".
Po sprzątaniu musiałam obudzić Dianę.
-Hej, wstawaj, już późno.
-Która godzina?-mówiła zaspanym głosem moja przyjaciółka.
-Już 12.
-Ok. Już wstaje.
Czekałam na nią 15 minut.
-No dobra idziemy!
Droga do Diany wydawała się długa, ale to pewnie przez to podekscytowanie, że już dziś będziemy w Anglii, w Londynie.
Wreszcie doszłyśmy. Diana mieszka w domku z luksusami na obierzach miasta. Wolałaby mieszkać w małym mieszkanku w bloku, ale jej rodzice na to nie pozwalają. Poszłyśmy na górę. Dianie szybciej poszło pakowanie się. Wreszcie wyszliśmy na dwór. Droga na lotnisko nie zajęła dużo czasu. Weszłyśmy do środka było jeszcze trochę czasu. W końcu wypuścili nas do samolotu. Lot był przyjemny. Czas spędziłyśmy na słuchaniu muzyki.
Po wylądowaniu wyszłyśmy z samolotu. Na lotnisku było dużo osób. Wreszcie zobaczyłyśmy Danielle.
-Hej! Gotowe?-zapytała Dan.
-Oczywiście!- odpowiedziałyśmy.
-No to chodźmy!-zawołała Dan.
Pojechałyśmy do hotelu. Tam miałyśmy spędzić najbliższe dni.
-Jutro próba o 10. Ktoś jutro po Was przyjdzie -Dan.
-OK.
Po wyjściu Dan trochę pogadałyśmy.
-No to co udało Nam się! -powiedziała Diana.
-No udało!- odpowiedziałam.
Przez te świąteczne dni zastanawiałam się kim ja naprawdę jestem. Zdałam sobie sprawę, że nie znam siebie.
Po Świętach przyjechała Diana. Była smutna i zdenerwowana.
-Co Ci jest?
-To przez rodziców. Przez pieniądze woda sodowa uderza im do głowy. Postanowili, że ożenię się z synem prezesa jakiejś dużej firmy. Już wszystko planują, ślub ma się odbyć za rok, po Świętach.-zaczęła płakać.
Przytuliłam ja i próbowałam pocieszyć : -Wszystko będzie dobrze...
-Najgorsze jest to - mówiła przez płacz - że nie mogę się z Tobą kolegować, nie mogę tańczyć, nic, NIC, ROZUMIESZ!?!?!?!
Patrzyłam się na nią z żalem.
-Oj nie przejmuj się nimi.
-Jak mam się nie przejmować? Zaraz po skończeniu szkoły odbędzie się przyjęcie zaręczynowe, a potem ślub. Ja tego nie zniosę! NIENAWIDZĘ ICH!!!!!! NIENAWIDZĘ!!!!!
Po jakimś czasie usnęła. Ja poszłam się pakować na wyjazd. Długo zastanawiałam się co wziąć. "Może to, a może to?". W końcu zdecydowałam się na kilka bluzek, 3 pary spodni i inne dodatki. Posprzątam trochę w pokoju, z kuchni pamiętałam pozostałości po Świętach. Na końcu rozebrałam choinkę i zaniosłam na strych. "Nie będzie mi już potrzebna. Przywołuje tyle wspomnień".
Po sprzątaniu musiałam obudzić Dianę.
-Hej, wstawaj, już późno.
-Która godzina?-mówiła zaspanym głosem moja przyjaciółka.
-Już 12.
-Ok. Już wstaje.
Czekałam na nią 15 minut.
-No dobra idziemy!
Droga do Diany wydawała się długa, ale to pewnie przez to podekscytowanie, że już dziś będziemy w Anglii, w Londynie.
Wreszcie doszłyśmy. Diana mieszka w domku z luksusami na obierzach miasta. Wolałaby mieszkać w małym mieszkanku w bloku, ale jej rodzice na to nie pozwalają. Poszłyśmy na górę. Dianie szybciej poszło pakowanie się. Wreszcie wyszliśmy na dwór. Droga na lotnisko nie zajęła dużo czasu. Weszłyśmy do środka było jeszcze trochę czasu. W końcu wypuścili nas do samolotu. Lot był przyjemny. Czas spędziłyśmy na słuchaniu muzyki.
Po wylądowaniu wyszłyśmy z samolotu. Na lotnisku było dużo osób. Wreszcie zobaczyłyśmy Danielle.
-Hej! Gotowe?-zapytała Dan.
-Oczywiście!- odpowiedziałyśmy.
-No to chodźmy!-zawołała Dan.
Pojechałyśmy do hotelu. Tam miałyśmy spędzić najbliższe dni.
-Jutro próba o 10. Ktoś jutro po Was przyjdzie -Dan.
-OK.
Po wyjściu Dan trochę pogadałyśmy.
-No to co udało Nam się! -powiedziała Diana.
-No udało!- odpowiedziałam.
_______________________________
Podoba się? Myślę, że tak :)
/Jen
I Believe, I Can Fly. Rozdział 12.
*Perspektywa Patrycji.*
Obudziłam się w nocy. Wykorzystałam ten czas i rozmyślałam o moim życionku (życiu). Jak się rozjaśniło ubrałam się w to:
Obudziłam się w nocy. Wykorzystałam ten czas i rozmyślałam o moim życionku (życiu). Jak się rozjaśniło ubrałam się w to:
Poszłam zjeść. Następnie grałam w Playstation 4. Grę przeszkodził mi dzwonek do drzwi. Ugh. W nich stali bracia S. Salvatore wparowali do mojego domu jak by tu mieszkali.
-Mamy problem bo jednak dobrze znasz się z Horankiem. -Kevin.
-Normalnie byśmy musieli ciebie zamordować. Ale... -Hubert.
-Ale?? -Ja.
-Bój braciszek ciebie polubił i postanowił, że ciebie nie zabijemy. Najwyżej... -K. zatrzymał się w zdaniu.
-Najwyżej co?? -J.
-Najwyżej będziesz skazana na 2 tygodnie z naszym towarzystwem. -H.
-Nie może być aż tak źle.-Uśmiechnęłam się do Hupcia.
-Heloł ja tu jestem! -Kev.
-Dobra, dobra ja idę do sklepu.
Chłopaki ruszyli za mną. Zaczęłam się śmiać.
-Może jeszcze do kibla będziecie mnie odprowadzać?!
-Jak będzie trzeba. -K.
Odwróciłam się piorunując go wzrokiem. Za co Hubercik zaczął się śmiać.
*Parę minut później, w sklepie.*
Stałam przy owocach i wybierałam jabłka^. Podszedł do mnie Harry?? Yyy...
-Hejoł, mamy mały problem z blondynem. Nie wiesz nic o tym?! -Normalnie czułam jak robię się blada.
-Tak i nie. Co się stało?
-Po pierwsze w ogóle się nie odzywa do nas i po drugie nie wychodzi z pokoju.
-Czyli mam iść do was i pogadać z nim?! Aha...
-Proszęęę... Bo chłopaki mnie zakneblują.
-Dobra już id...
-Kotku nie mamy czasu. -Za mnie (za pleców) wyszedł Kevin. Harry lekko odsunął się ode mnie i pytająco patrzył mi w oczy.
-Mówiliśmy, że łatwo nie będzie. -Hubert wyszeptał mi na ucho. Harry odsunął się ode mnie i krzyknął.
-CZEŚĆ PATRYCJA. -Chłopaki piorunowali go wzrokiem.
-Cześć. - Skąd on znał moje imię?! Niall?!
-Bież to bo zaraz przyleci z kolegami. -Kev.
Wzięłam wszystkie rzeczy i poszliśmy do kasy. Wyszliśmy ze sklepu bocznym wejściem. Bo frontowymi wszedł Niall ooo nagle nic mu nie jest! Nie ważnie, a więc wszedł Niall, Li i Zayn. Chłopak chyba się spodziewali, że Bracia się trochę zestrachają bo przed bocznymi drzwiami stał Harry z Lou. Kevin z Hubertem założyli kaptury. Harry mnie jednak zauważył. Szedł z kumplem już w moją stromę. Ze sklepu wychodziło dość duży tłumek. Co ich trochę spowolniło Kev zdjął swoją kurtkę i założył na mnie i kaptur, który był przy niej (on miał bluzę z kapturem, który miał na głowie). Straciłam Harego i Louisa z oczu. Pewnie oni też. Rodzeństwo przeszło spokojnie koło tłumu. Kevin mnie prowadził, a Hubert oglądał sytuacje i asekurował mnie od tyłu. To mnie trochę krępowało przyznaje. Jeszcze zanim znikliśmy za rogiem widziałam chłopaków, którzy rozglądają się za mną.
*Perspektywa Harrego, Po odejściu.*
"Cholera! Co ona robiła z Salvatore!" takie myśli zaśmiecały mi głowę. "Przynajmniej jej nic nie zrobili i raczej nie mają takiego zamiaru. W końcu by ją już zabili." I tego rodzaju myśli opanowywały mój mózg. Gdy już dobiegłem do domu przeciąłem jak przecinak po schodach do pokoju Horana. KURW*A!!! Będzie mi tu drzwi zamykał! Chłopaki stali obok mnie (ta 3 domowników) POMÓC TO ŁASKA!!! Gówno drzwi Horanka się rozwalił tak same. Dziwne czyż nie?! Wpadły na moją nogę. Blondyn leżał na łózko jak gdyby nigdy nic.
-Będziesz to sprzątał.
-W dupie to mam! Spotkałem Partycje w sklepie, -Lekko się tuszył.- ale nie była sama!
-Dzięki, że jeszcze bardziej mnie dołujesz!
-Nie ma za co. Zresztą nie ważne bo była z...
-Dobra rozumiem.
-Ale co?! Mogę powiedzieć!
-NO!
-Była z Braćmi Salvatore!
-CO?! To ty kurw*a tu jeszcze stoisz trzeba było od razu!-(Horanek).
-A co ja robię!
Z chłopakami wyprułem do tego sklepu gdzie ich spotkałem. Rozdzieliliśmy się na wrazie czego. Dobrze, że to zrobiliśmy bo przy drugim wejściu/wyjściu zobaczyłem ją, ich. Ruszyłem w tamtym kierunku. Nagle nie wiadomo z kąt pojawił się mały tłum ludzi ze sklepu. W tedy zgubiłem ją. Razem z Lou oglądałem się za nią, ale nigdzie jej nie było! Ze sklepu wyszli chłopaki.
-Nigdzie ich nie ma. Harry mam dość twoich żartów! -Niall się teraz wkurzył.
-JA NIE KŁAMAŁEM!!!
-On mówi prawdę widziałem ją. -Lou.
-Z ziemi wyrósł wielki tłum ludzi i zniknęła z nimi. Nienawidzę Salvatore.
Wróciliśmy do domu kwurwien*i to znaczy źli, bardzo źli. Wszyscy siedzieli na sofie. Zawiodłem ją i ich lecz sam bym sobie nie poradził, ale chociaż mogłem spróbować! Zamknąłem drzwi i rzuciłem się na łóżko. Widziałem w jej oczach minimalny strach. Mogłem się skapnąć i ją zabrać. Moja wina, że ją zabrali!
*Perspektywa Patrycji, W tym czasie.*
Chłopaki powiedzieli, że nie mogę iść do domu. A więc poszliśmy do jakiegoś domu szczelam, że ich:
Zrobiłam kolację bo jakoś nie miałam ochoty na chińszczyznę. Hubert zaprowadził mnie do "mojego" pokoju. Chłopak przyniósł mi jeszcze ubrania. Umyłam się i poszłam spać.
________________________________
/Paro
^Szczerze jabłka jakoś dziwnie się to pisze no ale.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


