wtorek, 31 grudnia 2013

This is my life, I wanna to live forever- Rozdział VII

Rozpoczęcie roku było nawet dobre. "Znowu zacznie się nauka, tym razem będzie świadectwo z czerwonym piaskiem". Cieszyłam się, bo mogłam znowu zobaczyć Dianę. Doszła do nas nowa i wygląda na niecałkiem miłą. Nie mam zamiaru się z nią przyjaźnić. Dla mnie lepiej, bo Mateusz od razu sie w niej zakochał. "Może wreszcie przestanie mi dokuczać... Kto wie?...". W głębi duszy pragnęłam tego. Mam nadzieję, że ta nowa na coś mi się przyda. Wkońcu przecież muszę odwrócić uwagę Mateusza ode mnie. "Może wreszcie wszystko się ułoży imoje życie wreszcie nabierze kolorów.
Wyszłyśmy przed szkołę. Dużo ludzi, jest bardzo głośno. Wkońcu kiedy przekroczyłyśmy bramę szkoły zapytałam:
-To co idziemy na lody?-
-Głupie podanie. Trzeba uczcić początek roku szkolnego!-oznajmiła Diana.
Szłyśmy przez ruchliwe ulice. Każdy teraz wracał ze szkół. Doszliśmy do budki z lodami w około 20 minut. Mimo, że lody są 5 minut pod szkoły, zawsze tu przychodzimy. Tu są moje ulubione lody w całym mieście. "Pamiętam jak byłam młodsza zawsze przychodziłam tu z rodzicami." Nieopodal budki był duży park. Zawsze z Dianą tu przesiadywałyśmy. Miałyśmy tu taką naszą "tajną" kryjówkę. Nikt nie zwracał na nas uwagi, więc mogłyśmy chodzić gdzie chcemy. Naszym punktem do obserwowania innych było starę drzewo, chyba dąb, ale ja się przecież na tym nie znam. Droga na niego była dość łatwa. W wakacje można się ukryć, dlatego wakacje uważam za najlepsze, co może być w ciągu roku. "Nawet jak byłam mała chowałam się tam przed rodzicami". Siedziałyśmy i rozmyślałyśmy o naszej przyszłości.
-Jak myślisz co będziemy robić w następnym roku?- zapytałam.
-No nie wiem. Będziemy męczyły się w szkole.-odpowiedziała Diana.
-Albo podbijały świat...-zamyśliłam się.
Obie wybuchłyśmy śmiechem...

__________________________________
Myślę, że się spodoba. Przepraszam, że krótki, ale mam lekki problem z netem... 
Niedługo pojawi się kolejny! :*
-Jen 

Informacje!

Heja jak widać pod Rozdziałami jest trochę mało komentarzy. Tobie jednak dziękujemy za każdy komentarz Julia Solecka. Na blogu jak zauważyliście są komę tarze anonimowe jak co to prosimy pisać nawet małe "next", to zajmuje mniej niż minute. Ta że dla was nie zakładałyśmy 'Hasełka', "Udowodnij, że nie jesteś automatem". Bo wiem jakie to wkurzające jak cały czas trzeba to pisać (Paro). Prosimy o komentarze i jak by można trochę udostępnić naszą stronkę.
Pozdrawiamy.
xx
Jen & Paro.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

This is my life, I wanna to live forever- Rozdział X

... "Jak to mówią „Święta, Święta i po Świętach”. Nie lubię Świąt. Czuję się wtedy bardzo samotna. Pamiętam, że w domu z każdym rokiem Święta były traktowane gorzej. Wszyscy się kłócili. Najlepsze Święta przypadły na okres, kiedy miałam 3 lata. Nie pamiętam ich dobrze, ale wiem, że oprócz mnie były jakieś inne dzieci, chociaż nikt z rodziny nie ma dzieci... Dziwne".
Przez te świąteczne dni zastanawiałam się kim ja naprawdę jestem. Zdałam sobie sprawę, że nie znam siebie.
Po Świętach przyjechała Diana. Była smutna i zdenerwowana.
-Co Ci jest?
-To przez rodziców. Przez pieniądze woda sodowa uderza im do głowy. Postanowili, że ożenię się z synem prezesa jakiejś dużej firmy. Już wszystko planują, ślub ma się odbyć za rok, po Świętach.-zaczęła płakać.
Przytuliłam ja i próbowałam pocieszyć : -Wszystko będzie dobrze...
-Najgorsze jest to - mówiła przez płacz - że nie mogę się z Tobą kolegować, nie mogę tańczyć, nic, NIC, ROZUMIESZ!?!?!?!
Patrzyłam się na nią z żalem.
-Oj nie przejmuj się nimi.
-Jak mam się nie przejmować? Zaraz po skończeniu szkoły odbędzie się przyjęcie zaręczynowe, a potem ślub. Ja tego nie zniosę! NIENAWIDZĘ ICH!!!!!!  NIENAWIDZĘ!!!!!
Po jakimś czasie usnęła. Ja poszłam się pakować na wyjazd. Długo zastanawiałam się co wziąć. "Może to, a może to?". W końcu zdecydowałam się na kilka bluzek, 3 pary spodni i inne dodatki. Posprzątam trochę w pokoju, z kuchni pamiętałam pozostałości po Świętach. Na końcu rozebrałam choinkę i zaniosłam na strych. "Nie będzie mi już potrzebna. Przywołuje tyle wspomnień".
Po sprzątaniu musiałam obudzić Dianę.
-Hej, wstawaj, już późno.
-Która godzina?-mówiła zaspanym głosem moja przyjaciółka.
-Już 12.
-Ok. Już wstaje.
Czekałam na nią 15 minut.
-No dobra idziemy!
Droga do Diany wydawała się długa, ale to pewnie przez to podekscytowanie, że już dziś będziemy w Anglii, w Londynie.
Wreszcie doszłyśmy. Diana mieszka w domku z luksusami na obierzach miasta. Wolałaby mieszkać w małym mieszkanku w bloku, ale jej rodzice na to nie pozwalają. Poszłyśmy na górę. Dianie szybciej poszło pakowanie się. Wreszcie wyszliśmy na dwór. Droga na lotnisko nie zajęła dużo czasu. Weszłyśmy do środka było jeszcze trochę czasu. W końcu wypuścili nas do samolotu. Lot był przyjemny. Czas spędziłyśmy na słuchaniu muzyki.
Po wylądowaniu wyszłyśmy z samolotu. Na lotnisku było dużo osób. Wreszcie zobaczyłyśmy Danielle.
-Hej! Gotowe?-zapytała Dan.
-Oczywiście!- odpowiedziałyśmy.
-No to chodźmy!-zawołała Dan.
Pojechałyśmy do hotelu. Tam miałyśmy spędzić najbliższe dni.
-Jutro próba o 10. Ktoś jutro po Was przyjdzie -Dan.
-OK.
Po wyjściu Dan trochę pogadałyśmy.
-No to co udało Nam się! -powiedziała Diana.
-No udało!- odpowiedziałam.
_______________________________
Podoba się? Myślę, że tak :) 
/Jen

I Believe, I Can Fly. Rozdział 12.

*Perspektywa Patrycji.*
Obudziłam się w nocy. Wykorzystałam ten czas i rozmyślałam o moim życionku (życiu). Jak się rozjaśniło ubrałam się w to:
Poszłam zjeść. Następnie grałam w Playstation 4. Grę przeszkodził mi dzwonek do drzwi. Ugh. W nich stali bracia S. Salvatore wparowali do mojego domu jak by tu mieszkali.
-Mamy problem bo jednak dobrze znasz się z Horankiem. -Kevin.
-Normalnie byśmy musieli ciebie zamordować. Ale... -Hubert.
-Ale?? -Ja.
-Bój braciszek ciebie polubił i postanowił, że ciebie nie zabijemy. Najwyżej... -K. zatrzymał się w zdaniu.
-Najwyżej co?? -J.
-Najwyżej będziesz skazana na 2 tygodnie z naszym towarzystwem. -H.
-Nie może być aż tak źle.-Uśmiechnęłam się do Hupcia.
-Heloł ja tu jestem! -Kev.
-Dobra, dobra ja idę do sklepu.
Chłopaki ruszyli za mną. Zaczęłam się śmiać.
-Może jeszcze do kibla będziecie mnie odprowadzać?!
-Jak będzie trzeba. -K.
Odwróciłam się piorunując go wzrokiem. Za co Hubercik zaczął się śmiać.
*Parę minut później, w sklepie.*
Stałam przy owocach i wybierałam jabłka^. Podszedł do mnie Harry?? Yyy...
-Hejoł, mamy mały problem z blondynem. Nie wiesz nic o tym?! -Normalnie czułam jak robię się blada.
-Tak i nie. Co się stało?
-Po pierwsze w ogóle się nie odzywa do nas i po drugie nie wychodzi z pokoju.
-Czyli mam iść do was i pogadać z nim?! Aha...
-Proszęęę... Bo chłopaki mnie zakneblują.
-Dobra już id...
-Kotku nie mamy czasu. -Za mnie (za pleców) wyszedł Kevin. Harry lekko odsunął się ode mnie i pytająco patrzył mi w oczy.
-Mówiliśmy, że łatwo nie będzie. -Hubert wyszeptał mi na ucho. Harry odsunął się ode mnie i krzyknął.
-CZEŚĆ PATRYCJA. -Chłopaki piorunowali go wzrokiem.
-Cześć. - Skąd on znał moje imię?! Niall?!
-Bież to bo zaraz przyleci z kolegami. -Kev.
Wzięłam wszystkie rzeczy i poszliśmy do kasy. Wyszliśmy ze sklepu bocznym wejściem. Bo frontowymi wszedł Niall ooo nagle nic mu nie jest! Nie ważnie, a więc wszedł Niall, Li i Zayn. Chłopak chyba się spodziewali, że Bracia się trochę zestrachają bo przed bocznymi drzwiami stał Harry z Lou. Kevin z Hubertem założyli kaptury. Harry mnie jednak zauważył. Szedł z kumplem już w moją stromę. Ze sklepu wychodziło dość duży tłumek. Co ich trochę spowolniło Kev zdjął swoją kurtkę i założył na mnie i kaptur, który był przy niej (on miał bluzę z kapturem, który miał na głowie). Straciłam Harego i Louisa z oczu. Pewnie oni też. Rodzeństwo przeszło spokojnie koło tłumu. Kevin mnie prowadził, a Hubert oglądał sytuacje i asekurował mnie od tyłu. To mnie trochę krępowało przyznaje. Jeszcze zanim znikliśmy za rogiem widziałam chłopaków, którzy rozglądają się za mną.
*Perspektywa Harrego, Po odejściu.*
"Cholera! Co ona robiła z Salvatore!" takie myśli zaśmiecały mi głowę. "Przynajmniej jej nic nie zrobili i raczej nie mają takiego zamiaru. W końcu by ją już zabili." I tego rodzaju myśli opanowywały mój mózg. Gdy już dobiegłem do domu przeciąłem jak przecinak po schodach do pokoju Horana. KURW*A!!! Będzie mi tu drzwi zamykał! Chłopaki stali obok mnie (ta 3 domowników) POMÓC TO ŁASKA!!! Gówno drzwi Horanka się rozwalił tak same. Dziwne czyż nie?! Wpadły na moją nogę. Blondyn leżał na łózko jak gdyby nigdy nic.
-Będziesz to sprzątał.
-W dupie to mam! Spotkałem Partycje w sklepie, -Lekko się tuszył.- ale nie była sama!
-Dzięki, że jeszcze bardziej mnie dołujesz!
-Nie ma za co. Zresztą nie ważne bo była z...
-Dobra rozumiem.
-Ale co?! Mogę powiedzieć!
-NO!
-Była z Braćmi Salvatore!
-CO?! To ty kurw*a tu jeszcze stoisz trzeba było od razu!-(Horanek).
-A co ja robię!
Z chłopakami wyprułem do tego sklepu gdzie ich spotkałem. Rozdzieliliśmy się na wrazie czego. Dobrze, że to zrobiliśmy bo przy drugim wejściu/wyjściu zobaczyłem ją, ich. Ruszyłem w tamtym kierunku. Nagle nie wiadomo z kąt pojawił się mały tłum ludzi ze sklepu. W tedy zgubiłem ją. Razem z Lou oglądałem się za nią, ale nigdzie jej nie było! Ze sklepu wyszli chłopaki.
-Nigdzie ich nie ma. Harry mam dość twoich żartów! -Niall się teraz wkurzył.
-JA NIE KŁAMAŁEM!!!
-On mówi prawdę widziałem ją. -Lou.
-Z ziemi wyrósł wielki tłum ludzi i zniknęła z nimi. Nienawidzę Salvatore.
Wróciliśmy do domu kwurwien*i to znaczy źli, bardzo źli. Wszyscy siedzieli na sofie. Zawiodłem ją i ich lecz sam bym sobie nie poradził, ale chociaż mogłem spróbować! Zamknąłem drzwi i rzuciłem się na łóżko. Widziałem w jej oczach minimalny strach. Mogłem się skapnąć i ją zabrać. Moja wina, że ją zabrali!
*Perspektywa Patrycji, W tym czasie.*
Chłopaki powiedzieli, że nie mogę iść do domu. A więc poszliśmy do jakiegoś domu szczelam, że ich:
Zrobiłam kolację bo jakoś nie miałam ochoty na chińszczyznę. Hubert zaprowadził mnie do "mojego" pokoju. Chłopak przyniósł mi jeszcze ubrania. Umyłam się i poszłam spać.


________________________________
/Paro
^Szczerze jabłka jakoś dziwnie się to pisze no ale.

wtorek, 24 grudnia 2013

ŻYCZENIA

Spokojnych i Wesołych Świąt
oraz
Szczęśliwego Nowego Roku.
Spełniania marzeń,
spotkania idola,
miłej, rodzinnej atmosfery,
koncertu idoli
i czego jeszcze chcecie... XD
Życzą:
Jen&Paro
+ Pozdrowienia z Zakopanego od Paro :)

This is my life, I wanna to live forever- Rozdział IX

...-Hej jest gdzieś przy tobie Diana?
-Jest, a co się stało?
-Tu Danielle. Mam dla Was propozycję.
-Słuchamy.
-Co robicie w Sylwestra?
-Na razie to nic ciekawego. Tak naprawdę, to nic.
-Nie martwcie się! Co powiecie na pracę w Sylwestra?
-Zależy jaką...
-No oczywiście taniec! Potrzebuję 2 osób i pomyślałam o Was.
-Och to bardzo miło! Ale gdzie to będzie?
-Oczywiście, że w Londynie.
-Ale my nie mamy pieniędzy, żeby się tam dostać...
-To żaden problem! Firma wszystko załatwi!
-Naprawdę?! To cudownie! Dziękujemy!
-Odezwę się wcześniej. Będziecie musiały przyjechać trochę wcześniej.
-Ok. Przygotowane w każdej chwili!
-Pa pa pa...
-Pa...
Na jakiś czas zapomniałyśmy o szkole. Aż do kolejnego poniedziałku. Ja z Dianą przez ostatni czas byłyśmy stałymi gośćmi pani pedagog. Nikt nam nie wierzył! Oskarżali nas na każdym kroku. Wychowawca próbował uspokoić klasę, ale to nic nie dało. Często z nim rozmawiałyśmy. On jedyny Nam wierzył. Powiedziałyśmy mu o wyprawie do Londynu. Cieszył się, że możemy robić to co chcemy. W następnym tygodniu zadzwoniła Dan i powiedziała, że jedziemy zaraz po Świętach. Ucieszyłam się się. "Trochę czasu spędzę w Londynie". Niestety jest też zła wiadomość, przynajmniej dla mnie. Rodzice Diany zaprosili ją na
Wigilię. Chciała, abym pojechała z nią, ale jej rodzice się nie zgodzili. Uważają, że nie jestem "dobrym materiałem" na przyjaciółkę. "No, cóż zostanę sama" i wzruszyłam ramionami. Wychowawca powiedział, że nie musimy przychodzić na Wigilię. Wiedział, że to będzie dla Nas trudne.
Dziś 24 grudnia 2012 roku. Postanowiłam, że zrobię coś świątecznego do jedzenia. W kuchni na stoliku rozłożyłam obrus, a pod nim sianko. Postawiłam świecznik. Na strychu bloku znalazłam jakąś sztuczną choinkę, a raczej "drapak". Ubrałam w stare ozdoby. Pozdrawiam na stoliku trzy potrawy.
Wpatrywałam się w okno, aż zobaczyłam gwiazdę. Przeczytałam fragment Biblii. I wzięłam opłatek. "Aby następne Święta były lepsze...". Po jedzeniu zaczęłam zaśpiewać kolędy. Około 23 usiadłam na parapecie i poradziłam się w okno. "Jestem sama. Pamiętam jak z rodzicami świętowałam Boże Narodzenie". Po chwili spojrzałam jakby w głąb siebie. "Jakaś choinka. Jestem całkiem mała. A tam jakiś chłopczyk i jakaś dziewczynka.Śmieją się. Wyglądają na szczęśliwych". Od razu przypomniałam sobie, że przecież w moim życiu nie miałam rodzeństwa.. "Pamiętam tylko, że jak wychodziłam ostatni raz z domu, to rodzice powiedzieli mi, że nigdy mnie nie kochali, wykonywali tylko swoje obowiązki, które komuś obiecali". "Komu? Kim naprawdę jestem?". Łza spłynęła mi po policzku. Zasnęłam...
_____________________________________
Ten rozdział napisałam po top, abyście docenili to co macie.
Że spędzicie w gronie osób, które 
Was kochają, a nie tak jak Laura-samotnie.Co o tym sądzicie?

-Jen

poniedziałek, 23 grudnia 2013

This is my life, I wanna to live forever- Rozdział VIII

Kolejne dni w szkole były spokojne. Przeleciał wrzesień, potem październik, a na końcu listopad. Dowiedziałam się czegoś nowego o tej "nowej". Ma na imię Małgorzata. Niby pochodzi z Niemiec, ale jakoś w to nie wierzę. Jest w naszym wieku. Jest farbowaną blondynką, jeśli dobrze się przyjrzałam, to myślę, że jej nnaturalny kolor to rudy. "Kiedyś myślałam, że rude to wredne, ale to nieprawda. Moja mama była ruda". Są oczywiście wyjątki, ale zdarzają się rzadko. Ona właśnie wydawała mi się na tą wredną. Nie koleguję się z nią. Kiedyś się z nią przywitałam i nie było miło.
Wstałam rano padnięta. "Już jest 7:00?! Ja chcę spać!!!". Położyłam się jeszcze na 5 minut. Potem postanowiłam naprawdę wstać. Ubrałam się, uczesałam, zjadłam coś na szybko i wyszłam z domu. Przed blokiem sąsiadka już Diana. Wyglądała na zniecierpliwioną.
-Co tak długo?- zapytała.
-Trzeba przecież się wyspać!-opdowiedziałam.
-No dobra chodźmy już!-
Droga do szkoły jest długa i męcząca. Szczególnie o tej porze.
-Co robisz w Święta?-zapytałam.
-Jeszcze sama nie wiem. Jestem ciekawa czy w ogóle rodzice mnie do siebie zapraszą...
-To zostaniemy same. Ale to chyba nic. Co nie?
-Dobrze, że mam ciebie!
-Rozmawiałaś ostatnio z mamą?
-Niby tak, ale to nie wyglądało na rozmowę. Cały czas tylko praca i praca. Tata już się nie interesuje mamą. Ma na boku młodsza sekretarkę. I udają, że wszystko jest normalnie...
-No to nie niezaciekawie...
-Zmieńmy temat. Wiesz co będziesz robila w wakacje?
-A co mam robić?
-Przecież to nasz ostatni rok.
-Ostatni?! Już?! Przecież ostatnio był pierwszy.
-No tak, to były piękne dni.
-A co jeśli będą jakieś piękniejsze?
-No co ty. Nie bedzie!
-Zakład?
-Zakład!
I obie się roześmiałyśmy. Dziś droga wydawała się krótsza. Z uśmiechem weszłyśmy do szkoły. Jednak to szybko minęło. Wszyscy byli jacyś zgodni w stosunku do nas. "O co chodzi?". Zbliżyłam się do Diany. Ona powiedziała stanowczo "Chodźmy!" i pociągnęła mnie za sobą. Usiadłyśmy w kącie i tam się przebrałyśmy. Szybko przeszłyśmy pod klasę. Mieliśmy muzykę, a więc lekcja z wychowawcą. "Może się czegoś dowiem". Kiedy zadzwonił dzwonek nikt nie stal pod klasą. Po 2 minutach dołączyli do nas. Nadal nie było dwóch osób. "Zaraz,  zaraz. Kogo nie ma?". Przyszedł pytań, a za nim pani pedagog, obejmująca Małgorzatę. Koło nich stał Mateusz.
-Wejdźmy do klasy proszę-powiedział wychowawca i otworzył drzwi.
Wszyscy wchodzili do klasy i szeptali coś do siebie. "To było dziwne, zawsze kolegowałam się z wszystkimi, byłam dla nich miła, a tu co?"
-A więc tak, wszyscy wiecie co przydarzyło się dzisiaj rano-powiedziała pani pedagog.
-My nic nie wiemy.-powiedziałam to równo z Dianą.
Nagle w klasie było słuchać krzyki:
ONE OSZUKUJĄ, CO ZA ŚWINIE Z NICH, TAKICH LUDZI TRZEBA ZABIĆ, NA STOS Z NIMI!!!!
-Nawet nie wiemy i co chodzi! Domyślamy się tylko, że to o Małgosię, nic więcej!
-Małgosia została dziś pobita. Jeśli się nie przyznacie, pójdziemy na policję.
-Ale to nie my!
-Na razie zostawmy tą sprawę. Obcujemy, że to wyjaśnimy.
"No ładnie".
-Wiem już teraz co będziemy robić w Święta-odezwałam się podczas powrotu.
-Co?
-Składać zeznania.
-Daj już z tym spokój! Mam jej dość!
Nagle ktoś zadzwonił do mnie. Odebrałam.
-Hej- usłyszałam głos w słuchawce.
______________________________
Jutro postaram się wstawić świąteczny rozdział!
Czekajcie na niego! Podoba się Wam rozdział?
-Jen

piątek, 20 grudnia 2013

This is my life, I wanna to live forever- Rozdział VI

"Chyba nie usnę. Chyba? Na pewno!" Wysłali nas do garderób. Tam odzyskaliśmy swoje dawne ubrania. Mogliśmy się przebrać. Zmyli nam makijaż. "A tak dobrze wyglądałam". Siedzieliśmy przez chwilę same. Zaczęłyśmy udawać naburmuszone damy, którym nic się nie podoba. Wybuchłyśmy niepohamowanym śmiechem. Nagle ktoś nam przetrwał pukaniem.
-Proszę wejść!-  krzyknęłyśmy równo, nadal lekko się śmiejąc.
"Niemożliwe!"
W drzwiach stanęła Danielle oznajmiając, że chce z nami trochę porozmawiać.
-Widzę, że świetnie się bawicie.- powiedziała Dan
-No tak, znamy się dobrze.- przyznała jej rację Diana.
-Za dobrze-dodałam.
-Byłyście dziś świetne. Nie sądziłam, że pójdzie Wam tak dobrze. Macie talent.
-Naprawdę?-dopytywałyśmy obie.
-Tak. Mogę Was prosić o numer telefonu?-zapytała Dan.
-Oczywiście.-odpowiedziałam.
Podałam, ona powiedziała, że się odezwie później, ale teraz musi już wyjść. Pożegnaliśmy ją uściskiem.
Postanowiłyśmy, że Diana przyjdzie do mnie na noc. Kupiliśmy chipsy i dużą colę. Usiadłyśmy przed telewizorem i oglądaliśmy seriale, filmy i kabarety. Bawiłyśmy się świetnie. Świętowanie w pełni się udało. Poszłyśmy się naprawdę dobrze. Postanowiłam wyrzucić moje zdjęcie 1D, bo przeczytałam kilka niemiłych komentarzy na ich temat. Trochę było mi smutno.
Kiedy Diana wychodziła spojrzała mi się prosto w oczy, zresztą jak ja, zaczęłyśmy poważną rozmowę.
-Wiesz, przepraszam, że wcześniej Ci nie powiedziałam.-powiedziała Diana.
-Nic się nie stało. Ja też mogłam Ci powiedzieć. - przyznałam.
-Dobra od teraz nie mamy przed sobą żadnych tajemnic!
-Żadnych!

Resztę wieczoru spędziłam sama, tak zresztą jak miałam spędzić kolejne dni. Diana wyjechała, teraz już naprawdę, na wieś do rodziców. Przez kilka dni nic szczególnego nie robiłam. Raz poszłam na lody, raz na pizzę. Już niedługo miała się rozpocząć nauka...
____________________________________________
Myślę, że rozdział się podoba. Jutro postaram się wstawić kolejny!
-Jen :)

I Believe, I Can Fly. Rozdział 11.

*Perspektywa Niall'a.*
Już nie mogłem! zbliżyłem głowę najdalej jak mogłem, pozwoliła mi. Dzieliły nas już milimetry. 5 milimetrów i spojrzała mi w oczy. Tego uczucia się nie da opisać! Ale! I strach?! Powoli odsuwała się. Proszę nie.
-Nie mogę.
-Całuj. -Przybliżyłem się już miałem jej usta na swoich. Trzymałem ją najmocniej jak umiałem.
-Nie, puść!
Nagle poczułem mały bul na twarzy i, że policzek strasznie mnie piecze. Czy ona śmiała mnie uderzyć!
-Suk*a!
-Słucham?!
-Słuchaj dalej!
-Wypierdala*j.
Wyszedłem trzaskając drzwiami. Szedłem w stronę domu. A Harrego zabiję.
*Perspektywa Patrycji.*
Z jednej strony co ja zrobiłam! Ale z drugiej w ogóle go nie znam nigdy nie wiadomo jaki naprawdę jest. Podobnież jest najmilszy z tej piątki. Jeżeli to prawda to nie chce znać reszty zespołu. Dobra w dupie z nimi. Spojrzałam w lustro byłam cała czarna (od tuszu do rzęs). Poszłam do łazienki zamknęłam się na klucz i nalałam do wanny wodę i do niej weszłam. Przebrałam się i poszłam jeść, a potem spać. Usłyszałam jak domownicy wchodzą do domu. TERAZ!!! Trzeba było wcześniej!
*Perspektywa Niall'a (w tym czasie).*
Czemu to zrobiła?? Ona jest jakaś dziwna. A może inna zresztą nie wiem. Jak Harrego spotkam to jego piękna twarzyczka będzie trochę zdeformowana. Szedłem przez park. Usiadłem na ławce aby ochłonąć. Siedziałem aż do końca się uspokoiłem. Teraz już doszedłem do domu. Chłopaki jak gdyby nigdy nic siedzieli na sofie. Odwrócili się jednocześnie i zaczęli tykać się łokciami.
-I jak było, niezła?? -Yyy WTF!
-Kto?
-Laska, którą zamówiliśmy??
-Po pierwsze prawie nic nie pamiętam. Po drugie nie byłem z żadną laską, a po trzecie zabiję ciebie Harry. Już mi nigdy nie wybaczy.-Znowu się źle poczułem. Ale teraz oni mieli spojrzenie WTF!!!
Poszedłem "szybkim" krokiem do pokoju. Zamknąłem drzwi na klucz. Chłopaki przez chwilę się dobijali do mojego pokoju. Ale ja miałem to w nosie poszedłem do łazienki każdy na własną w pokoju. Następnie poszedłem się przebrać. Nawet jeść mi się nie chciało, więc poszedłem spać.


_________________________________
/Paro

poniedziałek, 16 grudnia 2013

I Believe, I Can Fly. Rozdział 10.

Wstałam o 10.00. Nikt mnie nie obudził dziwne. Nakarmiłam świnki morskie bo nikt nie raczył się ruszyć i dać im jeść. Zeszłam na dół. Nikogo chyba nie ma w domu. Weszłam do kuchni zjadłam tosta. Na szybko zrobionego. Poszłam się ubrać:
Wyszłam z psem na spacer do parku. Bawiłam się z Różą i poszłam coś zjeść. Jak zawsze normalnie drugiego śniadania nie można zeżreć. A po ludzku mówiąc ktoś na mnie wpadł. Czuć od niego alkohol na kilometr. A tu kto?! Niall Horan, we własnej osobie. Wiedziałam, że chłopaki lubią wypić ale tyle!!! Przesada. No i co teraz mam z nim zrobić?! Chłopaków nigdzie nie ma. Yhh... Muszę go wsiąść ze sobą. Przyszłam z chłopakiem i oczywiście psem do domu. Położyłam Blondasa na sofie i poszłam po wodę. Gdy wróciłam on spał. Jak z dzieckiem. Włączyłam telewizor po cichu i oglądałam pierwsze lepsze filmy. Znowu byłam sama z zwierzakami chyba, że liczyć tego "placka". Minęło 5 godzin, a on nic. Wzięłam kubek z wodą i wylałam mu prosto ma głowę. I co naglę się obudził normalnie magic (magia) wstał na nogi! Nawet nie usiadł. Zaczął się drzeć "Harry fiuci*e.", "idioto", itp. Harry na prawdę?! Mnie porównywać do niego! Do tego ćpuna! Chłopak wreszcie się ogarnął i raczył otworzyć oczy. Gdy zobaczył mnie na sofie z kubkiem zatkało go i sparaliżowało. Nie wiedział co powiedzieć. Szczerze ja też.
-Aha.- Tylko tyle byłam w stanie powiedzieć.
-Sory ja. Yyy myślałem. Yyy że to Harry. Moja głowa. Co ja tu robię??-Chłopak złapał się za głowę.
-Możliwe, że cię boli bo wpadłeś na mnie, a tu się znalazłeś bo cię tu przyprowadziłam.
-A czemu wyszedłem z domu?
-A co ja wróżka chrzestna?!
-Jak byś była miła to może.
-Słucham? Ja cię do mojego domu przyprowadzam, żebyś się nie zabił jeszcze, a ty co jeszcze mi wytykasz nie wiadomo co?!-Teraz to przesadził.
-Sory. Boże co za dziewczyna.-Tak sobie myślę jadę własnemu idolowi, zamiast na niego napaść i porwać, i...
-Sory, ale sory nie przyjmuję. Zmień słownik.-Czekam proszę o jedno słowo "przepraszam".
-Odwal się  jak ci coś nie pasi.
-No jasne powinni ciebie porwać , a nie mnie i zabić na miejscu!
-Jakie porwanie o czym ty...
Coś tam jeszcze gadał ale nie słuchałam poszłam do pokoju i trzasnęłam jak najgłośniej się dało. Położyłam się na łóżku i zaczęłam myśleć. Po co go tu przyprowadziłam. Czemu go faworyzuję z 1D. I czemu Harrego? Z moich myśli wyrwał mnie mój pies. Drapał do drzwi. Nie chciało mi się wstawać, żeby jej otworzyć (leżałam na łóżku). Nagle usłyszałam jak paznokietki u łapek psa uderzają (oddają specjalny dźwięk). Wskoczyła na łóżko i liznęła mnie w rękę. Łoł stop, stop, stop jak ona tu... Aha no tak on jest wciąż w naszym domu. Zamknęłam oczy i wstałam z łóżka. Otworzyłam oczy, a on stał tylko lub mniej niż tylko 5 cm. Uśmiechał się jak dziecko, spojrzałam do góry (bo byłam niższa od niego) by spojrzeć w jego oczy. Były pełne pożądania co nie trochę obrzydzało. Nie wiem czemu był jednym z najważniejszych osób w moim życiu, nawet wtedy gdy go nie znałam.
-Przepraszam.-Powiedział pod nosem, żebym chyba nie usłyszała ale nie mogłam się powstrzymać.
-Ja też. To też moja wina.
W pewnym momencie Irish boy "poślizgnął się" i jego oczy były na moich ustach i nie wiem czemu ale moje oczy też się skusiły. I... Ale... Może...

_________________________________
/Paro
Sory ale to nie moja wina, że pewien inteligent udostępnił mój początek rozdziału.

niedziela, 15 grudnia 2013

This is my life, I wanna to live forever- Rozdział V

Byliśmy takie podekscytowane. Poznamy osobiście Danielle. Szkoda tylko, że to koniec wakacji... "No cóż... nie można mieć wszystkiego" i wzruszyłam ramionami. Mieliśmy trochę czekać, aż przygotują miejsce. Hala była ogromna, więc poszło łatwo. Na początku dostaliśmy ankiety, żeby mogli sprawdzić czy rozumiemy po angielsku. "Oczywiście, że TAK. Angielski to moja dobra". Kiedyś mieszkałam przez pół roku w Anglii z tatą, a później przeprowadziliśmy się tu i wszystko zaczęło się walić...
Okazało się, że wszyscy doskonale rozumieją ten język, więc nie będzie potrzebny tłumacz. Dan ma lepiej... Wreszcie wszystko było gotowe, a nam dali jakieś ubrania. Ubrałyśmy się w nie. Wszyscy dobrze wyglądali. Nawet ja! "Tu jakiś cud!!!". Było po 17 więc już zaczęliśmy. Dan ze wszystkimi się zapoznała. Ja z Dianą stanęłam z boku i przez chwilę porozmawiam z nią:
-Sory dziwnie wyszło... - oznajmiam.
-Masz rację. Wyszło na to, że sobie nie ufamy.
-Ale to nie prawda! Nadal jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami.
-No tak właściwie to...
Przerwała Nam Dan. Zapytała Nas jak się nazwany i ile mamy lat.

Wreszcie zajęcia się zaczęły. Danielle z lekkościom poruszała się. "Chciałabym tak tańczyć. Tak to mój cel. MÓJ CEL!!!" i w tym momencie łza poleciała mi po policzku. Dan wytłumaczyła jeszcze jakie poprawki zrobić. A potem przyglądała się jak tańczymy.
-ŚWIETNIE! DOSKONALE! Teraz tylko Was ucharakteryzować! Zapraszam Was do pokoi po prawo.
Mnie i Dianę umieścili w pokoju numer 5. Było tam dużo sprzętu. "Po prostu cudo!". Zrobienie nam fryzur itp. zajęło około godziny.  Przygotowali również "scenę", czyli przybrali halę. Z szarej ponurej zrobiła się kolorowa, wesoła i pełna energii. Przez jakiś czas cała nasza 15 nie wiedziała po co to.
- Dlaczego to ustawiają?
- Przecież to tylko zwykły warsztat!
- Oni coś kombinują...
- Zaraz, zaraz do czego my tak w ogóle tańczyliśmy...?
Wszyscy zaczęli się zastanawiać. To było naprawdę dobra zagadka. Każdy myślał, aż wreszcie wszystkie wątpliwości rozwiała Danielle.
-Pewnie zastanawiacie się po co to wszystko... Otóż ta piosenka, do której tańczyliście nie ma nic wspólnego z tym wszystkim. Była po prostu podobna do piosenki, która teraz zatańczycie. Na pewno się w niej odnajdziecie. Wierzę w Was. A co do sceny to będzie malutki występ. Ok?
-OK!!!- wszyscy krzyknęli w jednym czasie.
Była już 20:00. Czasz wchodzić! Przyszła do Nas Dan i powiedziała, że z nami zatańczy. "Zatańczę z Danielle! To jest coś!!!". Wyszłyśmy i zatańczyłyśmy. Na środku stal Olly Murs we własnej osobie. Dużo osób przyszło to obejrzeć. "Tańczyć z Dani. Tańczyć dla Olly'ego. Tańczyć z najlepszą przyjaciółką. Tańczyć przed widownią. TAŃCZYĆ Z DANI DLA OLLY'EGO Z NAJLEPSZĄ PRZYJACIÓŁKĄ PRZED WIDOWNIĄ!!!!..... To jest TO!!!"
_______________________________________________
Myślę, że rozdział się podoba i teraz mamy nowego bohatera,
 o którym mówiłam. Kto zgadł?
-Jen

PODZIĘKOWANIA

Dziękujemy za ponad 1000 wejść na bloga! 
Dzięki Wam tu jesteśmy i będziemy dla Was dalej pisać te opowiadania.
Jeśli chcecie jakąś niespodziankę postaramy się ją spełnić!
Buziaki :*
-Paro & Jen

sobota, 14 grudnia 2013

"This is my life, I wanna to live forever"- Rozdział IV

Przez całą godzinę ćwiczyłam, potem poszłam się zdrzemnąć. Przechodząc przez korytarz popatrzyłam na zdjęcie 1D w ramce. "Są dla mnie wszystkim, a ja w nich zwątpiłam. Pomogli mi wyprowadzić się od rodziców." Teraz nie wiedziałam co robić. Usiadłam załamana na podłodze trzymając w ręku ramkę.W końcu złożyłam ją i włożyłam do szuflady.
Była już 15:00, więc chodziłam jak na szpilkach. Nie mogłam się doczekać! To było ekscytujące tym bardziej, że miała być tam jakaś niespodzianka. Postanowiłam już wyjść. Miałam blisko, więc doszłam w 15 minut. Na hali było dość dużo osób jakaś setka. Jakiś chłopak przyszedł i przez mikrofon powiedział do wszystkich zebranych:
- Witam Was na warsztatach tanecznych! Przyszło sporo osób, za co dziękujemy! Zaraz nauczycie się krótkiego układu tanecznego i wybierzemy 10 najlepszych osób! Powodzenia!
"ŻE CO 10 OSÓB?! TYLKO 10?! TO JAKIEŚ ŻARTY CZY COŚ?!"
Miałam już wejść, ale było mi głupio stchórzyć w tym momencie. Postanowiłam zostać. Mimo moich obaw szubko pojęłam układ i zaczęłam kombinować, dorzucając coś od siebie. Efekt końcowy był naradę dobry. Podzielili nas w grupy 10 osobowe i wybierali najlepsze 5 osób. Było 15 grup. Nasza miała być jako 5, a więc było trochę czasu. Nagle poczułam jakieś dziwne wibracje. Po chwili uświadomiłam sobie, że mój telefon dzwoni. To Diana:
-Hej- powiedziała Diana.
-Hej. Co się stało?- zapytałam.
-Chciałam zobaczyć jak sobie radzisz...-
-Nie jest źle. A u Ciebie?
-Też nie najgorzej. Nie mogę doczekać się, aż skórę spotkamy. Tesknię...
-Ja też :*
-Muszę Ci coś powiedzieć...- nagle usłyszałam dźwięk muzyki.
- Ok, ale teraz muszę kończyć! Pa :*
- Pa
W rytm muzyki na małą "scenę", a raczej podest wszedł ten facet co poprzednio, wyglądał na jakieś 20 lat i miał luźne ubrania.
-Szybko poszło. Jesteśmy pod zdumieniem! Ale zanim przejdziemy dalej muszę Wam przedstawić jury, w którym oczywiście jestem ja . Przed państwem pan Mikołaj "Miki" oraz "gwóźdź programu" przyjechała do Nas z Anglii przed państwem Danielle Peazer!!!!
"Co Dan?! Nie dam rady. Przez to mam większego stresa" Uważam Danielle za moja idolkę. Tyle osiągnęła tańcem, to z niej biorę przykład. Taka moja muza.
- Dzień dobry! - odpisał niepewny głos tancerki z akcentem brytyjskim.
- A więc zaczynamy- odezwał się prowadzący.
Pierwsza grupa była niezła, tak samo jak druga i trzecia, rewelacyjnie zatańczyła grupa czwarta... i czas na nasza grupę. Niepewnym krokiem wszyscy zbliżyliśmy się do jury. I zaczęło się...

Muzyka ucichła i tylko wszyscy równo zakończyliśmy nasz taniec. "Szczerze nawet nieźle było. Cudownie!" Po Nas zatańczyły pozostałe 10 grup. Trochę się zdziwiłam, kiedy zobaczyłam w grupie 15 dziewczynę podobna do Diany. "Ale ta dziewczyna gdy podobna do Diany... hahahaha Zaraz, zaraz przecież to ona!". Ona zauważyła mnie już wcześniej. "Miała być na wsi jest na warsztatach nic mi nie mówiąc?!" Byłam wkurzona, ale w głębi duży i tak jej kibicowałam. "No dobra, nic się przecież nie stało. Nie chciała mnie zabić czy coś podobnego. Przecież ja też nic jej nie mówiłam" Kiedy skończyli prowadzący powiedział, że ogłaszała przerwę. Ja do tej pory dowiedziałam się, że jego ksywka to "Misiek". "Stylowo i groźnie" śmiałam się. Zaraz po ogłoszeniu przerwy śledziłam wzrokiem Dianę. Usiadła na trybunach jakieś 35 siedzeń ode mnie. Podeszłam usiadłam obok i uśmiechnęłam się. Widać po Nas było, że obie byliśmy zniesmaczone tą sytuacją. Pogadaliśmy przez dłuższy czas i wyjaśniliśmy sobie nasze tajemnice.
Wreszcie nadszedł czas ogłoszenia wyników. Ze niecierpliwością czekaliśmy z Dianą na ten moment.
-A więc po długich naradach. Postanowiliśmy wybrać tylko 15. Oto oni: Martyna, Agata, Magda, (...) Diana i Laura. Kamienie spadły nam z serca.
Będziemy mogły osobiście poznać Danielle to niesamowite...
________________________________________________________
Nowy rozdział myślę, że Wam się spodoba. Kocham Was!!! Liczę na komentarze... :*
P.S. Mamy nowego bohatera, a raczej dwóch... :)
-Jen

piątek, 13 grudnia 2013

I Believe, I Can Fly. Rozdział 9.

*Perspektywa Patrycji*
Obudziłam się. Siedziałam na krześle. Chciałam wstać ale byłam przywiązana. Kark mnie bolał od tej pozycji. Zaczęłam się oglądać. Byłam w jakiejś piwnicy. Byłam nawet duża. Szukałam drzwi. Na schodach siedział jakiś chłopak. Przyglądał mi się. Gdy spojrzałam mu w oczy on krzyknął do kogoś za drzwiami, żeby zawołali jakiegoś Kevina. Wszedł jakiś mężczyzna ok. 18 lat. Przypuszczam, że to ten wielki Kevin. Wczoraj jednak go w samochodzie gdy mnie "porwano". Odwrócił się od chłopaka i spojrzał na mnie.
-Mógł byś przećwiczyć porywanie bo niezbyt ci to wychodzi. -Zaczęłam się trochę z niego nabijać.
Podszedł do mnie i nachylił się.
-Kotku uważaj sobie nie jestem nim. Nie dam sobą pomiatać.
-Stary dobrze się czujesz? Jaki On!
-Nie rób sobie jaj nie mam czasu. Gdzie twój kolega?
-Nic ci nie powiem bo nic nie wiem!- Wystawiłam chłopakowi język. No dobra tutaj przesadziłam.
-JAK CIE SZCZELE TO CI SIĘ PRZYPOMNI! -Już podnosił rękę aby mnie uderzyć, a ja już odwróciłam twarz.
-Braciszku jeszcze się przyda, a nawet coś przypomni. -Uśmiechnął się do niego i usiadł na łóżku obok mnie.
-Racja. -Wyprostował się  i wyszedł.
Brat niejakiego "Kevina". Leżał i przyglądał mi się. Odwróciłam wzrok i zrobiłam nie jakie "yhh".
Ręce mi zdrętwiały więc zaczęłam poruszać palcami. A on co?! Siedział i się śmiał ze mnie. Heloł! Ja tu jestem! Zamknęłam oczy. Usłyszałam jak wstaje. Poczułam, że mogę poruszać rękoma.  Otworzyłam oczy i...
Odsunął się ode mnie na bezpieczną odległość.
-Dziękuję. -Powiedziałam pod nosem, ale usłyszał.
-No kurw*a. Nie po to ją związałem. Czy tylko ja tu myślę.
-Wracając do rozmowy. Nie kumam o co kaman o Oskara? Bo nie nadążam?
-Jaki Oskar?! Jesteś Kami. Kumpela Nialla Horana.
-Yyy. Patrycja. Znam tylko jego z widoku i z 2 słów zamienionych z nim.
-Mam jedno pytanie?! Czy wy nawet porwać jednej osoby nie umiecie. -Odwrócił się do drzwi i patrzył na chłopaków, którzy stali na schodach.
-A nie mówiłam.
-Przepraszam cię nie wiedziałem, że mój brat ma takich idiotów i paczce. Posłał bym swoich ludzi. -Odparł kasztano włosy. -Odwiozę cie do domu. Bo może jeszcze pomylą ulice.
Zaczęłam się śmiać razem z chłopakiem, a oni mieli miny nie z tego świata. Chłopak pozbierał moje rzeczy i pomógł mi wstać bo miałam całe nogi w siniakach przez ich wciąganie do samochodu i jazdę. Brunet pomógł mi dojść do samochodu "umieścił" mnie na miejscu pasażera w chyba swoim samochodzie.
Sam okrążył samochód i do niego wsiadł. Jechaliśmy jakąś minutę w ciszy w końcu nie wytrzymał.
-Jestem Hubert Salvatore, a pani?
-Ms Patrycja Gilbert.
-To dla mnie zaszczyt.
*Parę minut później.*
Dobrze się nam gadało. Dałam swój numer "porywaczowi". W pewnym sensie powinnam się jego bać. W końcu chciał porwać jakąś dziewczynę. Pożegnałam się z nim i weszłam do domu. Wszyscy mieli w oczach łzy. Po chwili rzucili mi się na szyję. Bez pytań się nie obyło. Powiedziałam, że jestem zbyt zmęczona. Pobiegłam do pokoju szybko umyłam się, przebrałam i poszłam spać. Ten dzień nie był pokręcony on był jak z filmu głupi i głupszy. Nie ważne. Po prostu usnęłam.
_________________________________________________________
/Paro

czwartek, 12 grudnia 2013

"This is my life, I wanna to live forever"- Rozdział III

Rano obudziłam się u siebie na łóżku prawie nieżywa. Przetarłam oczy. Spojrzałam na zegarek, a potem na kalendarz. "Co?! Już 10:00?! Już 31 sierpnia?"Szybko wstałam, ubrałam się i poszłam do kuchni. "Co by tu zjeść?". Otworzyłam lodówkę i przejrzałam ją obojętnym wzrokiem. "Nic wartego uwagi". Pomyślałam przez chwilę. "Zrobię sobie tosty. Jem je codziennie, ale co z tego...". Usiadłam i zaczęłam jeść, już przy pierwszym kęsie przypomniałam sobie słowa Mateusza: "NIGDY ICH NIE POZNASZ, ONI MAJĄ SWOICH FANÓW GŁĘBOKO W CZTERECH LITERACH. ZEMSTA BYWA SŁODKA" "A co jeśli to prawda? Nie, nie,nie! Jak mogłam tak pomyśleć?!".
Zapłakana położyłam się na mojej ulubionej kanapie. Włączyłam telewizor i przełączam na jeden z kanałów telewizyjnych. Po chwili się uspokoiłam. Muzyka leciała. Melodie działają na mnie kojąco. Zawsze tak się uspokajam. Nagle usłyszałam znajomą gitarę. "Zaraz, zaraz... Znam to skądś! Nie, nie teraz, PROSZĘ!" Oczywiście dziwnym zbiegiem musieli puścić piosenkę One Direction. Leciał ich najnowszy singel- "More Than This". Łzy nabrały mi się do oczu, ale powstrzymam się.
Przez następne kilkanaście minut szukałam mojego telefonu. Chodziłam po sypialni, kuchni, przedpokoju, nawet w łazience, no i oczywiście w salonie! "Nic! To jak szukanie igły w stogu siania". Nagle rozległ się cichu dźwięk. To mój telefon. "Pewnie dzwoni Diana, żeby dotykać się z nią."
Odebrałam!
-Hej- usłyszałam głos Diany.
-Hej. Co tam?- zapytałam bez wahania.
-Moi rodzice zaprosili mnie do siebie na wieś. Chcą, abym spędziła z nimi te kilka ostatnich dni wakacji. Poradzisz sobie sama?
-Tak, a dlaczego bym nie miała?
- No wiesz.... Mateusz...
- Nic mi o nim nie mów! Idź lepiej się pakuj, bo czegoś zapomnisz!
Obie wybuchłyśmy śmiechem. Jeszcze chwilę rozmawiałyśmy, po czym Diana się rozłączyła.
Zaczęłam myśleć co zrobię sama. Nic oprócz pójścia do laptopa nie wpadło mi do głowy.
Poszłam do kuchni popatrzyłam za zimne już grzanki. "Już nic nie chce mi się jeść." Przybliżyłam się do mojego kochanego laptopa i próbowałam go uruchomić. "Co nie działa!? Jak to przecież wczoraj miałam całą baterię!". Bez namysłu poszłam do pokoju po ładowarkę z nią nie miałam żadnych problemów, była na biurku, na który miałam zacząć niedługo odrabiać prace domowe. Podłączyłam laptopa i jeszcze raz włączyłam. Zadziałał! " No to teraz pomyślmy jak to się stało... NO TAK WCZORAJ ZAPOMNIAŁAM GO WYŁĄCZYĆ ZAPOMINAJĄC O NIM" Uruchomiłam Internet. Otworzyła mi się jedna karta. Pominęłam ją i otworzyłam portale społecznościowe. Po ich przejrzeniu postanowiłam wrócić do poprzedniej. Tam zobaczyłam zegar, który wczoraj przypomniał mi o godzinie. Przeczyłam największe ogłoszenie "JUŻ DZIŚ WARSZTATY TANECZNE Z ZNANYMI TANCERZAMI! PRZYJDŹCIE KONIECZNIE 0 16:00!!!" Zastanowiłam się przez chwilkę i postanowiłam, że pójdę. "Co mi szkodzi?" Pobiegłam do pokoju przebrałam się i postanowiłam  trochę "poćwiczyć"...
_________________________________________________________
Nowy rodzdział myślę,  że się spodoba. Postaram się dodawać nowe, ale mam lekki problem z laptopem... Kocham Was :*
- Joanna

wtorek, 10 grudnia 2013

I Believe, I Can Fly. Rozdział 8.

*Perspektywa Oskara.*
Porwałem moją byłą do domu. Postanowiłem jej pomóc, odpocząć i wyluzować się. Nam nadzieję, że się zgodzi na wspólny wieczór i nie ucieknie. Jakieś 10 min. potem dałem jej iść na własnych nogach. Szła obok mnie. Zobaczyłem za nami jakieś cienie, które ukazywała lampa. Patrycja widocznie je też zobaczyła bo miała strach w oczach i szła bliżej mnie. Szliśmy przez park. Zostało nom jeszcze 5 min. do domu. Tylko jedna ulica. Nagle zobaczyłam, że ktoś ją łapie za rękę i ciągnie do siebie. Od razu wyrwałem ją z tego "uścisku". Odepchnąłem ją delikatnie aby nie oberwała jakby do czegoś doszło. No tak ten Justinek. Można było się spodziewać. Gdy go odpychałem od niej gadał, że to nie moja sprawa itp. W pewnym momencie zobaczył, że go nie słucham więc się rzucił na mnie z pięściami. Patrycja próbowała nas rozdzielić ale nie pozwalaliśmy jej się zbliżyć. Po 5 min. chyba odpuściła. To był mój błąd. Biliśmy się tak wtedy, gdy nagle usłyszeliśmy krzyk. Trzymałem brązowookiego chłopaka za bluzkę, a on miał złożoną rękę w pięść nade mną  Staliśmy jak wryci. Wzrokiem szukaliśmy Maliny. Nigdzie jej nie było. Nagle usłyszeliśmy drugi raz ten sam krzyk. Tym razem od razu ruszyliśmy w tą stronę. Zobaczyłem Patrycję, którą dwóch wnosi ją do samochodu. Miała związane ręce i nogi. Usta związane chustką. Mężczyźni gdy nas zobaczyli szybko rzucili się do samochodu. Samochód ruszył z piskiem opon. Razem z Justinem biegliśmy za samochodem. Zobaczyłem, że naprawdę się o nią martwi. Biegliśmy tak aż się zmęczyliśmy. Samochód zniknął nam z pola widzenia. Położyliśmy się z chłopakiem na ulicy. Łzy cisnęły mi się do oczu jemu też więc nie jestem sam. Boję się o nią!
*Perspektywa Patrycji.*
Chłopaki się tłukli, a ja chciałam ich oddzielić. Oni cały czas mnie odpychali i coś krzyczeli nawet nie wiem co. Nagle poczułam czyjeś rękę na moim ramieniu. Odwróciłam się to byli jacyś kolesie. Jeden przyłożył mi jakiś wacik do ust i potem przywiązał mi jakąś chustką. Drugi niósł mnie. Brunet z loczkami ten, który mi usta zawiązał jakąś pierwszą lepszą szmatą. Ludzie nauczcie się robić porwania z gracją. W ogóle o czym ja myślę oni mnie porywają, a ja co?! Wyrwałam się blondynowi, który mnie niósł. I szybko zdjęłam tą szmatę z twarzy i zaczęłam krzyczeć. Od razu ciemno oki (brunet) przyłożył mi rękę do ust, żebym się zamknęła. W tym czasie blondyn dokończył mnie związywać. Ta ręka na twarzy mnie zaczęła wkurzać więc ugryzłam chłopaka, a on złapał się za rękę. Blondyn zaczął się śmiać normalnie LOL. Co za porwanie bójcie się! Korzystając z drugiej szansy na ucieczkę zaczęłam krzyczeć. Chłopaki zakneblować mi usta. Oczywiście uważając na zęby! Usłyszałam kroki skąd "przyszłam". Tak zwani porywacze złapali mnie i wciągnęli do samochodu i szybko wskoczyli sami. Słyszałam krzyki Justina i Oskara. Zaczęłam się wiercić. Loczkowaty przyłożył mi jakiś wacik. Musiał być czymś namoczony czułam jak tracę przytomność. Jechaliśmy samochodem, skręcaliśmy w jakieś uliczki i w końcu "usnęłam".


_________________________________
/Paro

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Informacje.

Przez jakiś czas Jen nie będzie mogła wejść na bloga, ponieważ ma problemy techniczne. Pozdrawia i całuje Was (/Jen). Za to ja możliwe, że przez najbliższe 3 dni rano będę dodawała nowe rozdziały ale nie obiecuję (/Paro).
Pozdrawiamy.
Jen i Paro
xx

I Believe, I Can Fly. Rozdział 7.

*Perspektywa Patrycji*
Słyszałam krzyki za sobą ale mnie to nie interesowało. Dziewczyny trzymały mnie za ręce. Szłyśmy przez park. Nie wracałam do domu bo wiedziałam, że on pójdzie za chłopakami do mas (naszego domu). Poszłyśmy do mojej nowej szkoły tańca. Chciałam zobaczyć jak wygląda i dokładnie gdzie jest. Dziewczyny obiecały, że będą zemną przychodziły na zajęcia, a przynajmniej na początek aby poznać parę osób. Stałyśmy tak przed "szkołą i nagle leżę na kostce. Zaczęłam się śmiać jak głupi do sera. Na mnie leżały dwie dziewczyny. Też się rechotały. W końcu cała piątka się śmiała.
-Jestem Aleksandra, Ola. -Powiedziała niebiesko oka dziewczyna.
-A ja Nina. -Wyszczerzyła swoje ząbki.
-Patrycja, a to Asia i Maryna. -Pokazałam na dwie obok.
Dziewczyny podniosły deski z ziemi i zaczęły się nagle śmiać. Nie wiem z czego.
-Dobrze, że nie wjechałyśmy na jakiegoś chłopaka bo bym się spaliła. -No tak dziewczyny tylko o chłopakach.
-Mogę? -Pokazałam na deskę (do jeżdżenia). I wszystkie ruszyłyśmy w stronę parku. 
Razem z Niną robiłyśmy triki, a raczej próbowałyśmy. Gdy nam coś nie wyszło dziewczyny nabijały się z nas. W końcu nogi tak mnie bolały, że oddałam deskę Oli. Wymieniłyśmy się numerami z dziewczynami. nagle za sobą usłyszałam jak ktoś krzyczy moje imię. To był głos Oskara ruszyłam od razu w tamtą stronę.
-Patrycja! Pati! Malina! -Głos chłopaka był już zachrypnięty pewnie już długo się tak darł.
-Tu jestem! -Krzyknęłam na cały głos, aż dziewczyny zatkały uszy. Nie wiedziałam, że umiem się tak drzeć przetestuję to później.
Zobaczyłam cień chłopaka i nie wiem czemu rzuciłam mu się na szyję. To chyba było odruchowo w końcu dużo razem przeżyliśmy. Żelek ścisnął mnie tak czułam, że kości mi się łamią. Przyłożył mi usta do ucha i powiedział słodkie słowa: "Tak się martwiłem o ciebie myślałem, że ci się coś stało." Wszeptał mi te słowa ten "twardziel". Wiedziałam jednak, że taki nie jest. Odwróciłam się  do dziewczyn, a one co! Jedne robiły dzióbek, a drugim oczy się świeciły jak lasery. Chciałam jeszcze spojrzeć w jego oczy ale się odwrócił. Ja wskoczyłam na niego (na barana). Oskar podniósł głowę do góry, spojrzał w moje oczy i się chyro uśmiechnął. Uciekł ze mną albo porwał mnie do domu (kto jak woli).


_________________________________
/Paro
Nowe "niusy". :-) sory ale w tygodniu się nie wyrabiam.

sobota, 7 grudnia 2013

I Believe, I Can Fly. Rozdział 6.

Obudził mnie ból brzucha na tak całe 9 godz. nic nie jadłam!!! HORROR. Złapałam pierwsze lepsze ciuchy. Było bardzo słonecznie. Zeszłam na dół zobaczyłam chłopaków przy plejstejszyn 3. Zerknęłam na zegarek 10. To tłumaczy czemu nie spali. Zjadłam, poszłam z chłopakami pograć w fifę 14. Nagle z góry usłyszeliśmy krzyki.
-Ty suk*o jak mogłaś! -Głos Martyny.
-Odpiepr*z się! -Asia.
I inne takie krzyczały. Wpadliśmy do pokoju jak pioruny (skąd dobiegały krzyki). Co się okazało dziewczyny siedziały przed laptopem!! Facepalm!
-Co tu kurw*a się dzieje! -Krzyknął Oskar.
Dziewczyny się odwróciły się i wreszcie powiedziały.
-Ta "dziewczyna" Lou Elcia, zdradziła go z Piłkarzem!
*Perspektywa Oskara.*
-Co za dziwk*a jak mogła, a on ją kochał. -Powiedziała Patrycja.
-Stary im na głowę padło. -Konrad.
-Cho dokończymy grać.
Usiedliśmy na sofie, a tu za oknem coś spadło i huk.
-Widziałeś? -Spytałem myślałem, że mi się przewidziało.
-Nie co? - Huk.
-Słyszałeś?
-Tak?!
Wyszliśmy na balkon, a tam biedny, kochany laptop "rozdupcony"!!
-Co to ma być? -Krzyknąłem na cały głos, klękając.
-To przez Elcie!! -Usłyszałem krzyk z góry.
*Perspektywa Patrycji.*
Zaczęłyśmy się śmiać na widok chłopaka klęczącego przed laptopem. Wyglądał jakby to był jego kumpel. Zeszłyśmy na dół i chłopaki do nas doszli i zaczęliśmy oglądać filmy. Skończył się jakiś idiotyczny film i już była 14,30. Nasza czwórka miała iść do nowej szkoły, żeby ją obejrzeć (tylko my).
*W szkole*
W holu była dyrektorka. Gdy nas zobaczyła wstała i uśmiechnęła się i wstała. Była niezbyt wysoką osobą. Miała blond włosy. Wytłumaczyła nam, że nas oprowadzi po szkole, ponieważ nikt inny oprócz nas nie dojdzie do szkoły, a ona nie będzie miała czasu w poniedziałek. Chodziliśmy po szkole 3 godz. Na koniec staliśmy pod gabinetem dyrektorki. Kobieta weszła do nawet dużego pokoju i wzięła z biurka 4 kartki. Podała nam je i powiedziała że te "numery" to kody do naszych szafek. mamy obok siebie (pomalowane szafki, a nie białe).

przeszliśmy jeszcze raz do holu. Powiedziała, że możemy je ozdobić na własny sposób. Sprawdziła czy "kody" działają.
Wreszcie wyszliśmy ze szkoły byłam głodna jak wilk. Poczekaliśmy jeszcze 5 min. na dyrektorką, żeby dała nam klucze od szkoły. Mamy być jutro w szkole (o 13.00) to dobieżę, a dała nam klucze, alby ozdobić szafkę. Schowałam klucze do torby i jak najszybciej ruszyłam do pizzerii (była 18,20). Już brałam kawałek "żarcia", a jakiś typek stanął koło naszego stolika.  Zorientowałam się, że oni stoją koło każdego stolika (ochroniarza). Miałam ich w nosie, ale gdy zobaczyłam, że ktoś wychodzi zza stołu to oni idą za nimi aż się zatrzymają. PRZESADA!!! Co mnie to i tak jestem zajęta, pizzą. W końcu ktoś wszedł byłam ciekawa kogo oni tak pilnują. I kogo widzę Justin Bieber z zzz... ONE DIRECTION. Z-A-W-A-Ł!!! Przechodzili koło nas i mieli stolik koło nas
(czarny-ściana, P.-Patrycja, O.-Oskar, K.-Konrad, J.-Joanna, M.-Martyna; J.-Justin, N.-Niall, H.-Harry, Li.-Liam, Lo.-Louis, Z.-Zayn). Siedzieliśmy tak 15 min. w pewnym momencie Harry z  Louisem kłócili o telefon. W końcu upadł na podłogę i chłopaki (ta 2) rzucili się na podłogę po telefon. Schylili się i zobaczył mnie. No i fajne przywitanie po góra pół tygodniu, a mi powiedział, że wraca za ok.2 miesiące. W mojej głowie, gdy zobaczyłam jego oczy miałam tylko jedno słowo "Kłamca!". Widocznie on o tym zapomniał.
-Patrycja! -Krzyknął rzucając się przez stół zrzucając wszystko z niego. Gdy "przedarł się" przez głowę Harrego usiadł między dziewczynami. Uśmiechnęły się do niego, a on do nich.Chłopaki zanim coś mówili ale ich nie słuchałam. W końcu spojrzał mi w oczy.
*Perspektywa Justina.*
-Dawno się nie widzieliśmy. -Lekko się uśmiechnąłem.
-Hymm 2 miesiące tumu?! -W oczach widziałem nienawiść i złość.
-To nie tak chciałem odpocząć.
-Uuu... -Usłyszałem z tyłu.
-Słucham?!
-To znaczy nie o to mi chodziło. -Próbowałem opanować sytuację.
Chłopaki, którzy siedzieli obok niej wstali. Od razu i moja ekipa się podniosła. Asia i Marr podniosły się i wzięły swoje i Patrycji rzeczy.
-Pierdo*l się fiuci*e. -Wstała i wyszła. Ja wołałem ją, żeby zawróciła. Szedłem już w jej stronę, ale jej "koledzy" mnie zatrzymali.

_________________________________
/Paro
Następny napiszę może jeszcze dziś. :-*

czwartek, 5 grudnia 2013

I Believe, I Can Fly. Rozdział 5.

Weszliśmy do domu z bagażami. Ja już stałam na własnych nogach. Obejrzeliśmy cały dom, mój pokój był ładny. Położyłam rzeczy koło łóżka i poszłam się wykąpać. Następnie spać, ale przeszkodził mi Oskar. Leżał rozwalony na łóżku.
-O sory pomyliłem pokoje myślałem, że to mój. - I wyszczerzył swoje bialuchne zęby.
-Spadaj z tond chce spać.
-To śpij.
Miałam go w nosie byłam zbyt zmęczona. Popchnęłam go z środka łóżka ma bok i położyłam się spać. Chłopak był zdziwiony myślał, że jeszcze się z nim poprzekomarzam, a tu ja śpię.
*Ranek*
Obudziłam się z zdrętwiałymi nogami. Zerknęłam co się do jasnej ciasnej dzieje. No tak do pokój mu się iść nie chciało. Zobaczyłam Cukierka wtulonego w moje nogi (przez kołdrę). Kopnęłam go tam gdzie lepiej chłopaka nie kopać. Obudził się z bardzo śmieszną miną mało ze śmiechu się nie zeszczałam. Był rozbawiony zemną i poważny naraz. Zeszliśmy razem z Konradem na dół na śniadanie była 5.45. Bardzo wczesna pora :-). Mama zostawiła kartkę, że już jest w pracy, wyszła o 5 i JEDZENIE JEST W LODÓWCE!!! Mniam naleśniki z nutellą. Pośmiałam się z chłopakami przy śniadaniu następnie dałam coś do jedzenie Róży (mojemu psu). Poszłam na spacer. Przechodziłam koło sklepu zoologicznego i spytałam sprzedawcę o pracę, pomoc w sklepie. Wychodząc ze sklepu zobaczyłam słodkie świnki morskie. Sprzedawca pozwolił ja nakarmić je. Było ich 5. Jak najszybciej zadzwoniłam do mamy czy mogę sobie jedną kupić. Mama zgodziła się jeśli będę się nimi zajmować. Wiadome, że się nią zajmę. Wyjęłam kartę, żeby zapłacić za rzeczy dla niego i poszłam wybrać pupilka. Zobaczyłam 3 najsłodsze:


Wróciłam do domu ok.12.00. byłam jeszcze w parku gdzie kupiłam kebaba i siedziałam. O dziwo mama była w domu. Powiedziała, że w pracy będzie miała 2 godz. przerwy. Mama chciała zobaczyć pupila i się zaczęło.
-CO TO JEST TO JEST JEDEN PUPIL?!
-Nie mogłam się zdecydować i tak wyszło.
-To nie jest jedna świnka morska tylko 3! Weź je stąd i zanieś do pokoju.
Róża za to powitała radośnie zwierzaki. Polubiły się widocznie. Włożyłam świnki morskie do klatki i położyłam na stoliczku w pokoju. Mój pies jeszcze trochę poprzyglądał się zwierzakom i poszła na dół. Popołudnie szybko przeleciało. Rozmyślałam jeszcze o szkole, która zaczynała się za 4 dni. Myślałam i myślałam. Cały czas się bałam, że mnie nikt w klasie oprócz dziewczyn, które miały zaklepane miejscuwy u mnie w klasie. No ale inni to inni. Tak się nakręciłam, że nawet jeść mi się nie chciało. Mi zawsze chce się jeść podejrzane?! W końcu umyłam  się i przebrałam w piżamę i poszłam po sałatę dla świnek morskich. Róża przyszła za mną. Zamknęłam klatkę i położyłam się z psem pod kołderką i usnęłyśmy.

_________________________________
/Paro

wtorek, 3 grudnia 2013

I Believe, I Can Fly. *Nowy Dom.

Nowy dom:
Pokoje w domu:
-Kuchnia:

 -Główna łazienka:


-Salon:
-Jadalnia:
-Pojedyncze, sypialnie:
*Sypialnia Patrycji:
*Sypialnia Joanny:
*Sypialnia Martyny:
*Sypialnia Agnieszki (mamy Patrycji):
*Sypialnia Oskara:
*Sypialnia Konrada:
-Łazienki w pokojach, każda ma dopasowaną do koloru  pokoju:


-Siłownia
-Pokój dla zwierząt (dołączony do pokoju Patrycji)
_________________________________
/Paro

I Believe, I Can Fly. Rozdział 4

...i jakiś idiota na mnie wpadł. Słyszałam w oddali krzyki Kondzia (Konrada) i Romea. Czwórka jakiś chłopaków się śmiało pewnie jego "kumple". Ten ich idiotyczny śmiech doprowadzał mnie do szału a on sobie jak nigdy nic leżał rozwalony. W końcu zobaczyłam co to za zbok i zobaczyłam blond kosmyk włosów i niebieściutkie oczy. Miał kaptur na głowie i zauważyłam, że oni też (jego przyjaciele). W pewnym momencie poczułam ulgę Oskar podniósł chłopaka i odepchnął jak najdalej mógł (popchnął). On się wyrąbał na podłodze. Czwórka go podniosła, a mnie Karol z Oskim. W końcu zaczęła się pyskówka 5 chłopaków w kapturkach vs. ja, Asia, Maryna, Oskar i Konrad (dziewczyny przybiegły tuż za chłopakami, a z nimi moja mama). Mama stała z boku i się śmiała nie wiem z czego, ale spoko. Stałam wkurzona a reszta się wyzywała wtedy zobaczyłam, że blondasa też to nie kręci. W końcu razem z nim i mamą staliśmy i słuchaliśmy kiedy skończą im się posty. Staliśmy mniej więcej tak:
-Jestem Niall, a ty?? - w tym momencie poczułam jakby piorun mnie trzasnął, już wiem skąd ich znam, JEGO! Boże jestem directioners, crazy mofo i go nie poznałam!!!
-Patrycja.
Nagle zapadła cisza, gdy wszyscy usłyszeli jego imię. Mama miała minę tak jakby ktoś ją szczelił w twarz. Przeprosiliśmy chłopaków, następnie poszliśmy do taksówki. Zasnęłam w trakcie jazdy. Obudziłam się na rękach Oskara, który wynosił mnie z samochodu. I zobaczyłam piękny dom:

Dom był naprawdę wielki dobrze mówiła mama. Obok nas były inne domy podobne tylko bez basenu, ogrodu lub były większe, mniejsze. 

_________________________________
/Paro

poniedziałek, 2 grudnia 2013

I Believe, I Can fly. Rozdział 3.

*Następny dzień, wtorek. Dzień wyjazdu*
Dziś obudził mnie Justin powiedział, że dziś jedzie w dalszą drogę trasy koncertowej zostało mu 3 koncerty. Zrobiliśmy "wielkiego misia" i pożegnaliśmy się :-(. Po wyjściu chłopaka założyłam to:
i trochę się ogarnęłam na wyjazd. Włączyłam muzykę Jusa już zanim tęskniłam, w końcu był jednym z moich marzeń. Minęło 30 min i mi przeszło i wróciła faza na 1D, jak zwykle. Włączyłam ich nuty i zaczęłam się pakować do wyjazdu do Londynu. Wciągnęłam się w pakowanie, że nie wiem kiedy wszystko spakowałam do pudeł i ubrania do walizek. Usłyszałam, że drzwi otwierają się i zaczęłam zanosić wszystkie rzeczy na dół. Mama już na mnie czekała (wcześniej się spakowała). Uścisnęłam tatę i wyszłam za mamą która trzymała mojego psa, który był na badaniach, żeby mógł lecieć samolotem. Moja paczka czekała już na lotnisku. Za ok. 2 godz. i 30 min. dolecieliśmy. W Londynie byliśmy o 19.00. Wszyscy poszliśmy po nasze torby. Wszyscy mieli już swoje torby i wyszli przed lotnisko, a ja jeszcze czekałam razem zemną z 10 osób. Stałam i w końcu zobaczyłam swoją torbę szłam już w jej kierunku i...

_________________________________
/Paro
Sory nie miałam czasu ale chciałam wam coś napisać
może jeszcze dziś dam następny rozdział lub jutro.

środa, 27 listopada 2013

I Believe, I Can Fly. Rozdział 2.

Obudziłam się wtulona w kogoś. Na początku się przestraszyłam bo myślałam, że tamto co się stało wczoraj to tylko sen bardzo realistyczny no, ale przecież paparazzi bym nie wymyśliła. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Cukierka on już nie spał bawił się moimi włosami. Możliwe, że on mnie obudził. Trochę się dziwnie czułam leżąc na moim idolu, jemu to chyba nie przeszkadzało. W końcu jak się do końca przebudziłam wstałam, a on dziwnie szczerzył ząbki PODEJRZANE!!! Poszłam w kierunku łazienki nie miałam daleko w każdym pokoju jest "prywatna" łazienka. Ogarnęłam się i wyszłam, a on wciąż leżał z tym samym uśmiechem czasem nie ogarniam chłopaków. Mniejsza poszłam do kuchni coś zjeść i akurat musiał mnie zawołać!!! Od najważniejszej rzeczy w życiu jedzenia! Mama mówi, że zamieniła by się zemną bo ja jem, jem, a nie tyję dziwne. Poszłam wreszcie do jadalni teraz wiem czemu tak się szczerzył. Na stole stały z 20 róż (moje ulubione kwiaty), śniadaniem było spaghetti. No tak dziwić się !?, przecież to chłopak.
-Ty ktoś się włamał. - Krzyknęłam robiąc przerażoną minę. -No co ty to ja. - Uśmiechnął się.
*Parę Minut Później.*
-Mogę się założyć, że to jednak były krasnale. - Puściłam chłopakowi oczko, a no się zarumienił. Puszczaliśmy sobie jeszcze przez chwilę oczka, a tu nagle sms od mamy. Napisała, że jutro rano przyjeżdża i popołudniu wylatujemy. Szłam do pokoju i się zacięłam w drzwiach pisząc esa (sms'SMSa). W trakcie pisania poczułam czyjeś ręce (na wysokości brzucha). Miałam kopnąć Justina w kostkę, ale coś mnie powstrzymywało. W końcu się "ocknęłam" i się ruszyłam z miejsca. Odwróciłam się do niego. Spojrzałam w jego oczy i pocałowałam go delikatnie w policzek. Powiedziałam mu, że może zostać do rana. Potem wyszłam spotkać się z dziewczynami. Wzięłam torbę i wyszłam. Zobaczyłam, wychodząc co robi Cukierek. Siedział na sofie i patrzył co robię jak pies pilnujący właściciela. Tylko coś mi nie pasowało zrobił znowu ten swój uśmiech co rano. Wiedziałam, że znowu coś zrobił lub ma zamiar. Gdy patrzyłam na niego czułam jak bym go znała od piaskownicy. W końcu wyszłam z domu. Po 10 min byłam już w barze z kumpelami. zamówiłyśmy "żarcie". Dziewczyny wypytywały co robiłam za sceną po koncercie. Opowiedziałam im wszystko a do z. Dziewczyny robiły sobie jaja, że kłamię. Naszą kłótnie przerwał kelner. Prosił o zapłacenie rachunku. Każda miała dać 10 zł za siebie. Otworzyłam torbę i zobaczyłam coś słodkiego. Justin musiał mi ją włożyć. W torbie miałam małą pojedynczą różę z doczepioną kartką: "I Miss You. xoxo". Aż uśmiechnęłam się do torby w końcu wyjęłam różę na stolik bo nic przez nią nie widziałam w torbie. Zapłaciłam, chciałam schować kwiat, ale spod ręki zabrała mi ją Martyna. Miała uśmiech jak dziecko, które dostało cukierka. Asia za to miała minę taką "Doprawdy". Po chwili odezwała się.
-No fajnie powaliło ją wkłada sobie do torby kwiatki z jakimiś tekstami. - I zrobiła facepalm.
-Ona nie jest taka głupia!! - broniła mnie Martyna.
-Znam ją od podstawki, ale to przesada! Tak kłamać?! -Ogarnij się zazdrościsz i tyle. Widziałam w oczach Asi, że chce coś powiedzieć, ale coś ją zamurowało tak samo jak Martynę.Patrzyły na coś za mną. Miała się odwracał, a wtedy poczułam, że ktoś kładzie mi rękę na ramie. Teraz w trycie natychmiastowym się odwróciłam myślałam, że to znowu Oskar, ale dziewczyny nie doznały by szoku. No tak to był on, Cukierek. Schylił się i pocałował mnie w policzek po czym powiedział. -Zapomniałem oddać. - Uśmiechną się i spytał. -Mogę się dosiąść?? Dziewczyny cały czas się na mnie patrzyły, a on usiadł. W końcu odzyskały mowę. W barze siedzieliśmy ze 3 godz. Jus siedział w kapturze, żeby fanki go nie rozpoznały. Zruciliśmy do domu. Tym razem "kolega" spał na kanapie (przygotowałam mu łoże). Krzątaliśmy się jeszcze trochę po domu, przecież była 15.00. Razem z Cukierkiem zrobiłam objado-kolację. Oczywiście potem ją zjedliśmy. Ściemniło się poszłam się wykąpać zauważyłam, że on też nie wiem skąd miał rzeczy, ale spoko. Poszliśmy spać.

_________________________________
/Paro

poniedziałek, 25 listopada 2013

I Believe, I Can Fly. Rozdział 1.


*Ranek*Obudziłam się o 4 rano. Poszłam się wykąpać, ogarnąć. Zajęło mi to trochę czasu. Zjadłam śniadanie. Była już 14. Ubrałam się już na koncert dokładniej w to:
 Spakowałam "nie zbędne" rzeczy dla dziewczyn. Poszłam jeszcze do łazienki zrobić makijaż:

Założyłam kolczyki (takie jak na zdjęciu tylko morsko-czarne). Poszłam do dziewczyn byłą 16, przyśpieszyłam kroku. Stojąc pod drzwiami domu Martyny oparłam się o futrynę drzwi. I zrobiłam pozę z biletami:

 Dziewczyny (Martyna i Asia) śmiały się ale po chwili je wcięło zobaczyły napis "VIP". Ich min nie da się opisać X-D. Pogadałyśmy, pośmiałyśmy, zjadłyśmy późny obiad i pooglądałyśmy filmy. Była 18 z dziewczynami pędziłyśmy na koncert jak strzały. Koncert był o 19. Miałyśmy nie daleko, ale nigdy nic nie wiadomo. Usiadłyśmy na wyznaczonych miejscach. Ja jednak poszłam jeszcze do łazienki (byłam w drodze). Wyjęłam telefon zobaczyć czy chłopaki nic nie napisali (Konrad i Oski). Koncert miał być na live'ie na YouTube. Lizusy miały oglądać koncert. Szłam korytarzem i nagle na kogoś wpadłam, a dokładniej ktoś na mnie. Miałam zamiar zobaczyć moją ofiarą, którą zbluzgam. Nagle mnie wryło. Zobaczyłam jego mojego boga, nałóg i takie tam (jak to brzmi moje myśli brzmią tak aww). Wyciągną mi rękę, żeby pomóc mi wstać.-Przepraszam uciekałem przed fankami i wpadłem w pierwszy lepszy korytarz. Sory, wielkie sory. - i zrobił swój słodki uśmiech.
-Spoko nic się nie stało. - Oczywiście mówiliśmy po angielsku.
-Nieźle mówisz po ANG. - ANG skrót od angielsku.
-Brat mieszka w Anglii i czasem przyjeżdża i mnie uczy. - Wyszczerzyłam swoje ząbki po czym on też to zrobił.
-Wynagrodzę ci to jak cię spotkam. Sory, ale muszę uciekać. - Uśmiechnął się i uciekł z mojego "pola widzenia". Z wrażenia odechciało mi się iść do łazienki wróciłam na swoje miejsce. Koncert się zaczął "wrota" się wyleciał on bóg (jak wcześniej mówiłam, jak by co to ta sama osoba).

Gdy tylko stanął na nogach krzyknął.
-Polska jesteś gotowa na show?? - Rozglądał się po pierwszych rzędach i zobaczy mnie i się uśmiechnął w końcu był mi coś "winien".
*Jakiś Czas Później.*
W końcu zaczęła piosenka One L
ess Lonely Girl. Justin oglądał po którą dziewczynę wybrać na "Królową". Patrzył po kolej i iii... i zatrzymał się na MNIE. Był mi coś winien, ale bez przesady. Ochroniarze podeszli do mnie i "wciągnęli" na scenę. Justin usadowił mnie na "tronie" a ja prawie dostałam zawału (nie dosłownie).

Popłakałam się jak dziecko. Po rytuale OLLG (One Less Lonely Girl). Zeszliśmy razem ze sceny, był już koniec koncertu. Wszyscy poszli do domu, a ja z ekipą Jusa i nim!!!,zostałam. Dziewczyny zapewne też poszły :-(. I teraz wracaj po nocy i znowu jest "coś winien", musiałam sama wracać po nocy! Gdy już wszyscy wyszliśmy z budynku szłam w stronę domu miałam przechodzić przez pasy ale "zatarasował" mi samochód sportowy:

No tak był mi coś winien. Tak Justin podjechał tak blisko, że samochód stał ode mnie góra 45 cm! I nagle Justin'ek wysiadł z samochodu podszedł do mnie otworzył mi drzwi powoli, żebym nimi nie oberwała (za blisko podjechał chłopaki i ich popisówy). Nie miałam nic innego do roboty więc wsiadłam, a po drugie trochę daleko mieszkam i czasem kręcą się tam nie "ciekawe" typki. Cukierek ( Justin tak będzie bohaterka go nazywała) zamknął drzwi okrążył samochód i wsiadł. Po paru minutach byliśmy pod domem (!!!MOIM!!!). Justin otworzył mi drzwi od samochodu i odprowadził do drzwi. Nagle nie wiadomo skąd pojawiło się paparazzi. Cukierek schował się razem zemną w holu mojego bloku. Zaprosiłam chłopaka do mojego mieszkania, żeby miał gdzie się schować. Justin rytmicznym ruchem wszedł do salonu. Razem z nim zrobiłam późną kolację (o 23 X-D). Pogadaliśmy trochę, potem włączyliśmy filmy na laptopie na początku komedie, potem horrory jak to przy horrorach trochę się przykleiliśmy do siebie , na koniec wszystko co romantyczne :-* (!!!FILMY!!!). Usnęliśmy razem na łóżku. W środku nocy się obudziłam wtulona w Cukiereczka tak słodko spał. Wyłączyłam lampkę nocną, którą nie zdążyłam wyłączyć przed zaśnięciem. I z powrotem wtuliłam się w "gościa". Zasypiając zaśmiałam się, że dobrze że rodzice pojechali do cioci Amelii na tą imprezę urodzinową, dostali by zawału jak by nas razem zobaczyli. W końcu usnęłam z powrotem. ...
__________________________________________________________________
/Paro

Proszę o kom :-)